Przejdź do treści
Dostosuj preferencje dotyczące zgody

Używamy plików cookie, aby pomóc użytkownikom w sprawnej nawigacji i wykonywaniu określonych funkcji. Szczegółowe informacje na temat wszystkich plików cookie odpowiadających poszczególnym kategoriom zgody znajdują się poniżej.

Pliki cookie sklasyfikowane jako „niezbędne” są przechowywane w przeglądarce użytkownika, ponieważ są niezbędne do włączenia podstawowych funkcji witryny.... 

Zawsze aktywne

Niezbędne pliki cookie mają kluczowe znaczenie dla podstawowych funkcji witryny i witryna nie będzie działać w zamierzony sposób bez nich.Te pliki cookie nie przechowują żadnych danych umożliwiających identyfikację osoby.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Funkcjonalne pliki cookie pomagają wykonywać pewne funkcje, takie jak udostępnianie zawartości witryny na platformach mediów społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcje stron trzecich.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Analityczne pliki cookie służą do zrozumienia, w jaki sposób użytkownicy wchodzą w interakcję z witryną. Te pliki cookie pomagają dostarczać informacje o metrykach liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Wydajnościowe pliki cookie służą do zrozumienia i analizy kluczowych wskaźników wydajności witryny, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia użytkownika dla odwiedzających.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Reklamowe pliki cookie służą do dostarczania użytkownikom spersonalizowanych reklam w oparciu o strony, które odwiedzili wcześniej, oraz do analizowania skuteczności kampanii reklamowej.

Brak plików cookie do wyświetlenia.

Lechosław Lameński: Jerzy Duda-Gracz – artysta osobny

Spis treści numeru 4/2003

Jerzy Duda-Gracz – artysta osobny

 

dg1Jerzy Duda-Gracz to niewątpliwie artysta, którego bez chwili wahania można zaliczyć do wąskiego grona najbardziej znanych i popularnych współczesnych malarzy polskich. I chociaż w chwili obecnej nie wystawia tak dużo i chętnie jak niegdyś (zwłaszcza w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych), to jednak wernisaże jego obrazów nadal cieszą się ogromnym powodzeniem, przyciągają tłumy zwykłych widzów, i to zarówno w dużych ośrodkach miejskich jak i niewielkich miasteczkach, a nawet wsiach (jak chociażby w lipcu 2003 roku, kiedy w Nadrzeczu k. Biłgoraja prezentował swoje pejzaże w Domu Służebnym Polskiej Sztuki Słowa, Muzyki i Obrazu, funkcjonującym dzięki Fundacji Kresy 2000). Artysta zawsze może liczyć, na zagorzałych zwolenników (pozostających w zdecydowanej większości) oraz mniej licznych – choć jak się wydaje bardziej zdesperowanych – przeciwników swojej sztuki. Malarstwo Dudy-Gracza, jego oceny i charakterystyki, a zwłaszcza problemy z umiejscowieniem w nurtach współczesnej sztuki dzielą od lat krytyków i recenzentów, chociaż linia podziału na tych co są za albo przeciw nie jest aż tak wyraźna i jednoznaczna jak wśród zwykłej publiczności sal wystawowych. Gdy w 1985 roku w Wydawnictwie Arkady ukazał się album mu poświęcony, z rozbudowanym wstępem Krzysztofa Teodora Toeplitza, załączona bibliografia obejmowała 185 pozycji, w ogromnej większości pozytywnie oceniających dokonania malarskie Jerzego Dudy-Gracza. Zaledwie siedem lat później – w 1992 roku – drugie wydanie tegoż albumu zawierało już bibliografię złożoną aż z 435 różnych tekstów (głównie wstępów do katalogów, artykułów, recenzji i wywiadów) podobnego typu. Tylko w środowisku samych twórców osoba artysty, jego postawa oraz malowane przez niego obrazy niemal od początku nie mogą zyskać szerszej aprobaty.

Do Jerzego Dudy-Gracza (rocznik 1941) przylgnęła niemal natychmiast po debiucie wystawienniczym w 1970 roku etykieta rubasznego kpiarza i prześmiewcy licznych polskich wad, bacznego, a zarazem krytycznego obserwatora i komentatora PRL-owskiej rzeczywistości z jej codziennymi absurdami i anomaliami. Tymczasem publiczność z zapartym tchem i rozbawieniem spoglądała m.in. na Tryptyk polski (1972), Wełnowiecką wenus (1974), Józefowi Chełmońskiemu (1974), Hamleta polnego (1977), czy wieżę Babel – 2 (1977). Nie mniejsze emocje wzbudzali trzej Jeźdźcy Apokalipsy czyli Fucha (1977), Góra i Dół (oba z 1978) oraz Piękny instalator (1979), a więc obrazy, którymi – zdaniem wielu – artysta oszukał cenzurę, zakpił z obowiązujących zaleceń i dyrektyw.

dg2

W pierwszym z nich Tryptyku polskim artysta z charakterystyczną dla siebie lekkością i łatwością (wielokrotnie mu potem wyrzucaną), stworzył własną, mocno osadzoną w polskich realiach – bezpośrednią i szczerą aż do bólu – wersję trzech głośnych obrazów: Śniadania na trawie Eduarda Maneta, Wenus Tycjana i Proletariatczyków Felicjana Szczęsnego Kowarskiego.

Miejsce eleganckich, dobrze ubranych mężczyzn z obrazu francuskiego malarza zajęli krępi robole w kufajkach i gumiakach, o tępych, nalanych twarzach, w krągłych berecikach z antenką, którym towarzyszyły, nie jak w oryginale dwie zwiewne pełne czytelnego erotyzmu kobiety, lecz dwie wyjątkowo obrzydliwe i zapasione baby, będące absolutnym zaprzeczeniem kobiecego seksapilu. Zamiast ciepłego, pełnego zróżnicowanych akordów zieleni tła, w postaci drzew i krzewów podmiejskiego lasku, Duda-Gracz umieścił swych „bohaterów” na rozbabranej budowie w środku miasta, pomiędzy stosem rozrzuconych cegieł, betoniarką a pryzmą piachu.

Z kolei o ile u Tycjana bohaterką obrazu jest piękna i rozmarzona Wenus, uosobienie renesansowego typu urody, to „Wenus” polskiego artysty zamieniła się w tłuste monstrum, o głowie pozbawionej szyi i osadzonej niemalże bezpośrednio na torsie, z nadmiernie rozbudowanymi biodrami i zbyt wypukłym brzuchem. O dziwo artysta nie pozbawił jej jednak wyczuwalnego przaśnego erotyzmu, ukazując śpiącą na tle pejzażu, będącego kompilacją rzymskiej kampanii z dymiącymi kominami i fabrykami Górnego Śląska. Dodatkowo, dla podkreślenia w jakim celu ta słowiańsko-plebejska miss pręży się na prześcieradle rozłożonym na zielonej łące, tuż przy jej biodrze Duda-Gracz umieścił aparat telefoniczny.

Natomiast bardzo popularny – w swoim czasie – obraz Proletariatczycy Kowarskiego (reprodukowany m.in. na znaczku pocztowym) został przez Jerzego Dudę-Gracza powtórzony najwierniej, zmieniło się jednak przesłanie, które było adekwatne do sytuacji politycznej, w jakiej obraz został namalowany. Tak jak w oryginale widzimy pięciu mężczyzn siedzących na ławce, ale nie są to już dumni, mimo przegranej walki rewolucjoniści lecz zobojętniali, na pół otępiali (drzemiący?) urzędnicy (działacze partyjni średniego szczebla?), z których środkowy trzyma filiżankę kawy. Podobnie jak w pierwowzorze tło stanowi ceglany mur, wzbogacony o transparent z tak znanym wszystkim Polakom w latach siedemdziesiątych hasłem: POMOŻEMY.

dg3

Warto tu przypomnieć, że twórczość Jerzego Dudy-Gracza z tamtego okresu prezentowaliśmy w „Akcencie” nr 2 (8) 1982 – lekkie zdeformowanie kompozycyjne okładki tego tomu wynikło z faktu, że jedną z przeznaczonych do druku na okładce reprodukcji obrazów Dudy-Gracza zdjęła cenzura i trzeba było szybko wyprodukować nową, o wymiarach innych niż wcześniej zaplanowane.

Typ narracji, narracji zdecydowanie autorskiej, zapoczątkowany w Tryptyku polskim, w myśl której ludzie najczęściej są odpychająco brzydcy i zdeformowani, znudzeni, leniwi, a także sfrustrowani, znacznie rzadziej pogodni i radośni, podczas gdy przedstawiana rzeczywistość, w której żyją, pracują i odpoczywają to jeden wielki śmietnik, mieszanina niedokończonych dzieł ich rąk z odpadami pozostawionymi przez całe pokolenia, stał się wyznacznikiem kolejnych płócien Jerzego Dudy-Gracza. Nadmierne – zdaniem wielu krytyków – nasycenie poszczególnych kompozycji, a także cykli, które zdominowały twórczość artysty w latach następnych, rozbudowaną treścią i anegdotą, zepchnęło na dalszy plan kwestie formalne, doprowadzając do tego, że w malarstwie Jerzego Dudy-Gracza dostrzegano tylko i wyłącznie „literaturę”, rzekomo nie najwyższego lotu. W takim, a nie innym odbiorze własnego malarstwa partycypował także nieoczekiwanie (przekornie?) sam artysta, deklarując w publicznych wypowiedziach, że interesuje go przede wszystkim treść, w której wyraża tak naprawdę siebie, swoje dzieciństwo i młodość spędzone w Częstochowie, a także lata wieku dojrzałego, związane z pobytem na Górnym Śląsku, gdzie w Katowicach do dziś dnia jest jego rodzinny dom.

Sporo w tym racji, zwłaszcza że rzeczywistość widziana oczyma Jerzego Dudy-Gracza, a następnie uwieczniona na jego obrazach jest rzeczywistością jak najbardziej realną i konkretną. To wszystko, co jeszcze do niedawna artysta malował, istnieje przecież tuż obok nas. Niemal codziennie mamy bowiem do czynienia z robotnikami, rzemieślnikami czy urzędnikami źle wykonującymi swoją pracę, opryskliwymi i niechlujnymi, ale za to skłonnymi do wykonania z radością dobrze płatnej fuchy. Nie brak również ludzi cichych, zamkniętych w sobie, którzy pracując uczciwie całe życie nie doszli do niczego, którym pozostały tylko zniszczone dłonie, zmarszczone ze starości ciało, głodowa emerytura, problemy ze zdrowiem i strzępy niezrealizowanych marzeń. Podobnie rzecz się ma z tysiącami sfrustrowanych kobiet i mężczyzn, dewiantów, nieudaczników czy dewotek, żyjących w świecie totalnej fikcji i iluzji, tęskniących bezskutecznie za mitycznym Edenem. Oto bohaterowie obrazów Jerzego Dudy-Gracza.

dg4

Ale nie zapominajmy jednak, że za tym wszystkim stoi solidne przygotowanie warsztatowe artysty, lata wytężonej pracy w zaciszu pracowni, wszechstronna wiedza jak najlepiej zakomponować obraz i właściwie rozłożyć akordy barwne, pozostając jednocześnie sobą. Powie ktoś, że jest to malarstwo niemodne, pozostające w orbicie tradycji malarstwa realistycznego XIX wieku, a jednocześnie malarstwo porównywane – przez niektórych krytyków – z twórczością Józefa Chełmońskiego, Maksymiliana Gierymskiego, Jacka Malczewskiego, Witolda Wojtkiewicza, a nawet Jana Matejki. I niewątpliwie będą to stwierdzenia w jakimś sensie słuszne. Duda-Gracz nie kryje swych fascynacji sztuką polską powstającą w okresie zaborów, kiedy przede wszystkim malarze i ich dzieła zaświadczały o tym, że Polska – choć nieobecna na mapach Europy – jednak istnieje w sercach i umysłach ludzi, dzięki twórczości swych uzdolnionych artystów. Nie zapominajmy, że tak chętnie powtarzane określenie „szkoła polska” odnoszące się do naszego malarstwa zostało użyte po raz pierwszy przez krytyków obcych w XIX wieku w odległym Monachium, właśnie w odniesieniu do twórczości Józefa Chełmońskiego i Maksymiliana Gierymskiego, a także Józefa Brandta, Alfreda Wierusza-Kowalskiego i wielu innych, którzy szukali inspiracji w urodzie rachitycznego – ale tak bardzo polskiego – pejzażu mazowieckiego, w bujności łąk i lasów tatrzańskich czy też w prozie życia toczącego się leniwie w zagubionych gdzieś na kresach wsiach i miasteczkach dawnej Rzeczypospolitej.

Bez wątpienia taką osobowością jest właśnie Jerzy Duda-Gracz, artysta niepokorny, tworzący pod prąd, ciągle przestrzegający maksymy wpojonej mu przez profesora Edwarda Mesjasza z liceum plastycznego: „wierności sobie, czyli myślenia, żeby nie rozglądać się za tym, co nowe, ale szukać tego, co własne”. A że od początku interesował go bardzo konkretny świat, świat tuż obok, na dotknięcie ręki, stąd niechęć do uprawiania sztuki dla sztuki. Nie bawiło go i nie bawi tworzenie obrazów, których celem byłoby z jednej strony konkurowanie z najnowszymi trendami i kierunkami w sztuce, a z drugiej próba wyznaczania nowych, jeszcze bardziej oryginalnych. Wyścig ku skrajnej – najczęściej nic nie przedstawiającej – pseudonowoczesności, nie interesuje Jerzego Dudy-Gracza. W tej sytuacji, bez względu na to co byśmy powiedzieli o nim i jego malarstwie, jedno zdaje się być pewne: artysta rzeczywiście jest w dużej mierze kontynuatorem wielkiej tradycji malarstwa polskiego XIX wieku. Przede wszystkim odnoszącego wielkie sukcesy malarstwa rodzajowego uzupełnionego o specyficzny, swojski humor i anegdotę, a także pejzaż (nieodłączny element wielu kompozycji figuralnych), jak i – co wielu wielbicielom jego sztuki może wydać się dziwne i wręcz nieprawdopodobne – malarstwa sakralnego.

dg5

Jak już wspomniałem, zarówno krytycy jak i publiczność sal wystawowych dostrzegają w obrazach Jerzego Dudy-Gracza przede wszystkim rozbudowaną treść, ale przecież ta treść jest podana bardzo indywidualnymi (charakterystycznymi) środkami malarskimi, świadczącymi o dużej wrażliwości artysty na kolor, a zarazem zauroczenie pejzażem. Kolor, który przechodzi wyraźną ewolucję na przestrzeni dziesięcioleci, od zestawów barw mocnych, kontrastowych (przepyszne czerwienie i brązy w wielu portretach), po układy barwne coraz bardziej delikatne, wręcz pastelowe (subtelne błękity i szarości). Obrazy malowane z reguły cienko – niekiedy laserunkowo – ale zawsze z pozostawionym duktem pędzla, sprawiają wrażenie, z pewnej odległości, migotliwych witraży lub – w ostatnich latach – dopiero co odkrytych, przytłumionych patyną czasu średniowiecznych fresków. Jeżeli chodzi o pejzaż, który w wielu obrazach odgrywa rolę równie ważną jak pierwszoplanowe postacie, to artysta maluje go z wyczuwalną nutą nostalgii i ciepła. Tam gdzie tylko może, wprowadza pojedyncze drzewa i krzewy, rozległe łąki, a nawet szczyty górskie i fragmenty miast oraz miasteczek. O ile postacie ludzi są celowo i świadomie deformowane przez Jerzego Dudę-Gracza, to obraz natury stworzonej przez Boga i uzupełnionej ręką żyjącego w jej otoczeniu człowieka jest udaną próbą zarejestrowania, uchwycenia tego co niestałe, co zmienia się wraz z pierwszymi wiosennymi kwiatami, letnimi promieniami słońca, jesienną słotą czy płatkami śniegu opadającymi na ziemię o zimowym poranku.

Najciekawszych spostrzeżeń dostarcza jednak zasygnalizowany powyżej wątek religijny, tak naprawdę obecny w twórczości artysty chyba od samego początku. Wszak dzieciństwo i młodość spędzone pod Jasną Górą musiały pozostawić jakiś ślad w jego psychice i pamięci. I rzeczywiście pozostawiły, o czym świadczą – między innymi – liczne szkice z czasów nauki w liceum plastycznym, pełne studiów z motywami religijnymi, postaciami zauważonymi na odpustach i podczas wielkich świąt kościelnych, gdy tłumy pątników zmierzały ku sanktuarium. Sceny z Nowego Testamentu, wizerunek Matki Boskiej Jasnogórskiej, Chrystus na krzyżu, Pieta, pojawiały się w obrazach artysty bardzo wcześnie, już na początku lat siedemdziesiątych, ale wówczas nie był on jeszcze gotów do zmierzenia się z tajemnicą sacrum w sposób go satysfakcjonujący.

Tryptyk Częstochowski (1970), Odpust i Quo Vadis Homine? (oba z 1972 roku), to kompozycje anegdotyczne o czytelnych wątkach religijnych, ale trudno by w nich szukać elementów oczekiwanej mistyki i uduchowienia – tym co decyduje o ich charakterze jest bowiem element zjadliwej i przekornej satyry. Z kolei Pieta Limanowska (z 1973 roku) to bardzo interesująca próba połączenia elementów kompozycyjnych zaczerpniętych ze współczesnej przydrożnej górskiej kapliczki z barokowym portretem trumiennym, wzbogaconym o element anegdoty i o uroczy – stylizowany na prymitywny – pejzaż w tle. Ale także w 1973 roku po raz pierwszy Jerzy Duda-Gracz realizuje w technice litografii własną wersję Drogi Krzyżowej. Drapieżna, pełna ironii i elementów obyczajowo-społecznej groteski, posłużyła jako materiał ilustracyjny do ręcznie przepisanych wierszy Joanny Kulmowej pt. Jak to Pan Jezusek cierniowy po świecie przepatrywał, wydanych w osobnym tomiku poza cenzurą.

dg6

Od tego momentu motyw krzyża, w tej czy innej formie, pojawia się coraz częściej w malarstwie Jerzego Dudy-Gracza, zaczyna określać stosunek artysty do rzeczywistości, zmienia jego podejście do niej. Twórca nie może być uważany wyłącznie za rozchwytywanego, nadwornego rozśmieszacza elit i maluczkich, wkracza na trudną i niewdzięczną drogę prowadzącą ku tajemnicy malarstwa sakralnego. Zmiana, która dokonuje się w jego kompozycjach – przynajmniej kilkanaście lat temu – przechodzi w gruncie rzeczy niezauważona. Nie widzą tego lub nie chcą widzieć zarówno krytycy, publiczność sal wystawowych, jak i koledzy artyści. W dalszym ciągu jest postrzegany z perspektywy rozbudowanej treści literackiej jego obrazów i – zdaniem wielu – ich zdecydowanie satyryczno-anegdotycznego przesłania. Nie miejsce tu aby szczegółowo zastanawiać się, jak doszło do tej przemiany i co ją spowodowało, oraz – szerzej – dlaczego Jerzy Duda-Gracz mimo ogromnej popularności jego malarstwa jest swoistym outsiderem sztuki polskiej. Zagorzali przeciwnicy artysty będą mówić, że to pokłosie jego koniunkturalnej postawy wobec zmian społeczno-politycznych w Polsce, inni, że swoista ekspiacja za popełnione „grzechy” w czasie stanu wojennego. Piszącemu te słowa wydaje się natomiast, że to kwestia żarliwej wiary, a także własnej godności i wierności ideałom oraz zasadom wpajanym mu niegdyś, gdy był jeszcze dzieckiem. Należy do tego dodać zamysł Jerzego Dudy-Gracza, by opowiadać o życiu i męce Chrystusa za pomocą bardzo osobistych środków malarskich. Tyle oryginalnych co intrygujących (niektórych) rozwiązań formalnych i kompozycyjnych, ale przecież jak najbardziej szczerych, co w połączeniu z wartościami duchowymi wyniesionymi z coraz częstszych chwil skupienia, modlitwy i refleksji, a zwłaszcza kontaktów z ludźmi Kościoła (głównie paulinami z klasztoru na Jasnej Górze), doprowadziło do ukształtowania się innego, bardziej refleksyjnego Jerzego Dudy-Gracza.

W 1982 roku Jerzy Duda-Gracz uczestniczy w ogólnopolskim plenerze malarskim poświęconym 600-leciu obecności obrazu Matki Boskiej na Jasnej Górze. Zarówno w trakcie pleneru jak i po nim artysta maluje szereg niezwykle sugestywnych portretów i kompozycji figuralnych związanych z wizerunkiem Panny Jasnogórskiej w nowym ujęciu ikonograficznym. W ramach cyklu Motyw Polski powstają: Pieta 600-lecia, Pieta, Peregrynacja, Madonna Sierpniowa (Bogurodzica), Pielgrzym, a także śmiały i wstrząsający obraz Cały Jej, ukazujący papieża Jana Pawła II leżącego u stóp wizerunku Madonny (jako nawiązanie do zamachu na niego). Ale w skład cyklu Motyw Polski wchodzą również obrazy o tematyce chrystologicznej: Nazareńczyk – przedstawiający Chrystusa wiszącego na rachitycznym, powykrzywianym krzyżu, przeraźliwie chudego, o zdeformowanym ciele, na wpół ludowego, z obrazem Matki Boskiej Jasnogórskiej u stóp, oraz Golgota IV, w centrum którego kroczący z trudem, niemal przeźroczysty, Jezus z krzyżem na ramionach spotyka Marię w postaci obrazu Jasnogórskiego. Wokół tłum dziwnych postaci (m.in. ksiądz, paulin, mężczyzna w garniturze, mężczyzna z teczką, dziecko i odwrócona tyłem kobieta w chustce na głowie, a także mężczyzna w czapce nasuniętej na oczy – sam artysta?), które zdają się współczuć Chrystusowi, może nawet chcą mu pomóc, ale chyba tak naprawdę nie obchodzi ich jego los, ponieważ radują się wyłącznie faktem, że znalazły się w centrum zainteresowania „mediów”, w pobliżu tak ważnego wydarzenia jakim jest męka Pana Jezusa.

Wkrótce potem – w 1985 roku – Jerzy Duda-Gracz maluje do kaplicy domu Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej w Brennej w Beskidzie Żywieckim Golgotę z Brennej. Tworzą je niewielkie (30 x 30 cm) studia głowy Chrystusa, których przesłaniem była – jak twierdzi artysta – samotność Syna Człowieczego. Fakt, że każda ze stacji to tylko umęczona głowa w koronie cierniowej, o zapadłych policzkach, smutnych oczach o nabrzmiałych powiekach i przesiąkniętych, zlepionych gęstą krwią włosach, na tle fragmentu krzyża, czyni z Golgoty z Brennej dzieło o wyjątkowej sile wyrazu mimo małej ilości elementów estetyzujących, które zastąpiła duża doza fotograficznego realizmu.

Pięć lat później – w 1990 roku – Jerzy Duda-Gracz maluje drugą Drogę Krzyżową (także dla Zgromadzenia Sióstr Maryi Niepokalanej, ale tym razem w kaplicy klasztornej w Katowicach), którą nazywa Golgotą Eremicką. Tak jak w poprzedniej, artysta koncentruje uwagę wiernych na osobie samotnego Chrystusa. W Golgocie z Brennej była to jego twarz wypełniająca całą przestrzeń obrazu, teraz natomiast Chrystus ukazany został aż do bioder z perizonium tak, że po zrzuceniu szat widać jego umęczone ciało, z prześwitującymi spod skóry zarysami żeber. Ale jest to zarazem Chrystus „wychodzący” z kadru, osuwający się i upadający asymetrycznie, lub martwy, leżący nieruchomo wzdłuż dolnej krawędzi kompozycji. Zarówno w jednym jak i drugim przypadku artysta buduje atmosferę, przenikliwy klimat poszczególnych stacji ekspresyjną kreską (wyraziste kontury twarzy i torsu), uzupełnioną o walorowo ujęte partie koloru zdominowane przez ciepłe ugry, przechodzące od zdecydowanie jasnych i delikatnych po ciemny i groźny brąz, co potęguje osamotnienie i dramat walki Chrystusa.

W 1998 roku powstaje trzecia Droga Krzyżowa Jerzego Dudy-Gracza. Podobnie jak poprzednie traktowana przez artystę „jako jeszcze jedno studium i ostatnia próba przed tym, co przyjdzie nieuchronnie”. Tym razem przeznaczona do niewielkiej kaplicy przydrożnej w Nadrzeczu k. Biłgoraja. W dużej mierze jest to powtórzenie pierwszej Golgoty z Brennej, artysta idąc tym samym tropem koncentruje uwagę na twarzy Chrystusa, ale nasyca poszczególne stacje dodatkowymi szczegółami (np. młotek i gwoździe), różnicuje także kolorystykę, pojawiają się szlachetne szarości, łagodne żółcienie i rozproszone, neonowe białe światło w scenie XIV – Jezus do grobu złożony.

„Tym co przyjdzie nieuchronnie” są prace nad Golgotą Jasnogórską, które Jerzy Duda-Gracz rozpoczyna wreszcie na wiosnę 2000 roku, a kończy w połowie marca 2001 roku. Po roku intensywnych prac, w trakcie których nie brakło chwil zwątpienia i rezygnacji, powstaje osiemnaście stacji (do tradycyjnych czternastu, artysta dołączył jeszcze – ważne z jego punktu widzenia – cztery: Zmartwychwstanie, Tomasz, Galilea i Wniebowstąpienie), w formacie 185 x 117 cm, z wyjątkiem stacji XII – Jezus na krzyżu umiera, która ma wymiary 185 x 234 cm ze względu na umieszczenie (poza ukazanym w mocnym, prowokującym skrócie ciałem Jezusa) aż trzydziestu postaci polskich świętych. Zostały one zawieszone w przestrzeni zamkniętej, na górnej kondygnacji wejściowej części kaplicy Matki Bożej, tzw. przybudówki przeprojektowanej w latach 1929-1933.

W ten sposób ziściło się jedno z młodzieńczych marzeń artysty, aby w rodzinnej Częstochowie, w miejscu tak szczególnym, bliskim każdemu wierzącemu Polakowi, pozostawić trwały ślad swojej obecności. Ślad, który na pewno – tradycyjnie już – jednych zachwyci, jak wszystko co tworzy artysta, innych zirytuje, a nawet rozdrażni swoistym „świętokradztwem” (m.in. wprowadzeniem własnej osoby do stacji V – Opowieść o Cyrenejczyku) bądź też znuży nadmiernym gadulstwem i rozbudowaną aktualizacją Męki Pańskiej, może wreszcie sprowokuje do chwili zastanowienia, kontemplacji i refleksji. W efekcie nikt z pielgrzymujących do sanktuarium nie przejdzie obok Golgoty Jasnogórskiej Jerzego Dudy-Gracza obojętnie. I być może na tym właśnie polega siła i magia malarstwa artysty, który tworząc konsekwentnie od ponad trzydziestu lat, będąc obecnym na krajowym rynku sztuki (zagranica, ze słynnymi marszandami i ich galeriami oraz jeszcze większymi pieniędzmi, nie interesuje go), na przekór wszystkim i wszystkiemu, realizuje swoją, a zarazem naszą wizję drogi życia.

Bo przecież Golgota Jasnogórska to na pierwszym planie samotna walka Chrystusa za nas wszystkich, podczas gdy na drugim – w tle – jesteśmy my i nasi święci (od wczesnośredniowiecznego św. Stanisława począwszy, a na wyniesionych na ołtarze przez papieża Jana Pawła II męczennikach XX wieku skończywszy), a także anonimowi bohaterowie, żołnierze wojen światowych, powstańcy i jeńcy, więźniowie obozów koncentracyjnych, chromi i zdrowi, księża i zakonnicy, dzieci, dorośli i starcy, jednym słowem całe polskie społeczeństwo, pełne obaw i wątpliwości, polska codzienność ukazana w somnambulicznym pochodzie ku przyszłości. Tak typowa i charakterystyczna dla warsztatu Jerzego Dudy-Gracza narracja, z potworkowatymi dziećmi, tłumem dorosłych o szarych, kartoflowatych twarzach oraz masą akcesoriów sytuacyjnych (m.in. krzyży, świec i feretronów) już nie niepokoi jak niegdyś. Przecież to naprawdę jest świat, w którym żył Chrystus, świat, w którym każdy Polak może znaleźć kawałek swego życia. A więc po raz kolejny Jerzy Duda-Gracz pozostał wierny sobie, swojemu myśleniu o sztuce.

Zastanawiać więc może fakt, że w tak ważnej dla poznania i być może zrozumienia kondycji polskiej sztuki religijnej publikacji o. Dominika Łuszczka Inspiracje religijne w polskim malarstwie i grafice 1981-1991 (Warszawa 1998), a zwłaszcza w imponującej (materiałowo i edytorsko) książce Renaty Rogozińskiej Inspiracje pasyjne w sztuce polskiej w latach 1970-1999 (Poznań 2002) na próżno szukać oceny dokonań Jerzego Dudy-Gracza. Czyżby jego Golgoty i bardzo liczne pojedyncze obrazy o wątkach religijnych, a zwłaszcza obrazy już zdecydowanie sakralne (przeznaczone do kultu, sic!) były zbyt realistyczne, za nadto dosłowne i tradycyjne, a za mało nowoczesne i syntetyczne, aby poświęcić ich autorowi kilka zdań? Czyżby chęć przedstawiania siebie samego wśród ludzi otaczajacych Chrystusa, ukazywanie czytelnych symboli złożonej i dramatycznej historii Polski w XX wieku, a także zwykłych obszytych kawałkiem materiału guzików na sukience dziewczynki idącej do pierwszej komunii świętej bądź też werystycznie potraktowanych łez spływających po zapadniętym policzku Chrystusa były nie do zaakceptowania przez krytyków i artystów? Bardzo możliwe, że tak właśnie jest, ale dlaczego kompozycja uważana za nowatorską i nowoczesną w chwili obecnej, utrzymana w nurcie sztuki współczesnej ma być lepsza formalnie od realistycznych (niezwykle wizyjnych) dzieł tworzonych od lat z pasją i powodzeniem przez Jerzego Dudę-Gracza? Obawiam się, że odpowiedzi obiektywnej i przekonywającej nie otrzymamy.

Tymczasem Jerzy Duda-Gracz znowu zaskakuje. Począwszy od 1999 roku w kilku miejscach w Polsce, w pierwszej kolejności w Łagowie, a także w przestronnej, pachnącej żywicą (zbudowanej z drewna) pracowni w Nadrzeczu k. Biłgoraja, powstają nowe obrazy – „cykl Chopinowski”. Będący w zamierzeniu malarską interpretacją wszystkich dzieł Fryderyka Chopina, ma być gotowy w 2005 roku (sic!), kiedy to zostanie zaprezentowany podczas XV Międzynarodowego Konkursu Chopinowskiego w Warszawie. Artysta szeroko i otwarcie daje upust swojej fascynacji pejzażem, pejzażem rodzimie polskim, rozległym i piaszczystym, z zagajnikami trzęsących się na wietrze osik, białych brzóz i sosen czy zarośniętych w leśnych otmętach oczek wodnych. Fascynacja ta zaczęła się kilka lat wcześniej, w 1994 roku, gdy Jerzy Duda-Gracz zaczął regularnie przyjeżdżać na Roztocze. Powstały wówczas liczne obrazy inspirowane przez roztoczańską przyrodę, malowane w Zwierzyńcu, Gorajcu, Topólczy… Obrazy malowane z potrzeby serca, chęci zatrzymania w kadrze tego co ulotne i przemijające dowodzą dobitnie wrażliwości na piękno natury. Poszczególne partie i plany malowane miękko i delikatnie, utrzymane w barwach wyciszonych (zbliżonych do pastelowych), stanowią podstawę poszczególnych kompozycji, decydują o ich melodyce. Ale aby obrazy te mogły przekazać pełniej za pomocą znaków plastycznych niepowtarzalne piękno utworów Chopina, ich rytm i tempo, Jerzy Duda-Gracz wprowadza jako dopełnienie nostalgicznych, tajemniczych, radosnych, a zarazem wizyjnych pejzaży elementy figuralne, wśród nich unoszące się w powietrzu, wirujące, tańczące i pląsające postacie ni to świtezianek, ni rusałek, a także młodych chłopców i dziewcząt z narzuconymi na ramiona wzorzystymi strojami ludowymi z różnych regjonów Polski. Prace nad cyklem postępują, obrazy stają się coraz bardziej wyraziste, zaczynają „grać” z całej siły harmonią niezwykłych kształtów i dopełniających je barw.

Wpłać dowolną kwotę na działalność statutową.
"Akcent" jest czasopismem niezależnym. Wschodnia Fundacja Kultury -
współwydawca "Akcentu" utrzymuje się z ograniczonych dotacji
na projekty oraz dobrowolnych wpłat.
Więcej informacji w zakładce WFK Akcent.