Alfred Marek Wierzbicki. Autobiografia mocno emocjonalna

Spis treści numeru 2/2026

Autobiografia mocno emocjonalna

Biografia Romualda Jakuba Wekslera-Waszkinela – katolickiego księdza, który dopiero w 35 roku życia dowiedział się, że był uratowanym żydowskim dzieckiem – budzi zainteresowanie już od kilku dekad. Inspirowała artystów i reporterów. Na jej motywach Tadeusz Słobodzianek napisał i wyreżyserował sztukę Historia Jakuba. Grzegorz Linkowski zrealizował film dokumentalny …wpisany w gwiazdę Dawida – Krzyż. Powstały filmy niemieckie i izraelskie, emitowane również przez media w Polsce. Z tajemnicą Wekslera-Waszkinela zmierzył się Dariusz Rosiak w książce Człowiek o twardym karku, która jest rodzajem wielogłosowego reportażu, pozwalającego spojrzeć na bohatera z różnych stron i perspektyw. Sam Romuald Jakub też oczywiście pisał już o swej niezwykłej historii, wypowiadał się w poświęconych mu filmach i książkach. Należy mu się jednak wdzięczność, że postanowił raz jeszcze powrócić do tematu, tym razem w rozbudowanej formie narracyjnej.

Autobiografia należy do najtrudniejszych gatunków literackich. Autor musi patrzeć na siebie od wewnątrz, ukazywać się tak, jak się widzi, i jednocześnie zdobywać się na maksymalną szczerość, dzięki której subiektywne spojrzenie uzyskuje jakby obiektywny wyraz. Autor musi zasłużyć na uwagę i wiarę czytelników. A jest to możliwe tylko wtedy, gdy potrafi zachować wobec siebie dystans. Co nie oznacza, że ma opowiadać z chłodem i obojętnością.

Weksler-Waszkinel pisze ze łzami. Kto go poznał, wie, że to człowiek skłonny do płaczu, dlatego kiedy zaznacza w tekście, że płacze, nie jest to figura retoryczna. Łzy i łkanie nie są konsekwencją przygodnych wzruszeń, sięgają głębi jego egzystencji. Płacze nad losem swego narodu skazanego przez obłąkańczą ideologię hitlerowską na zagładę. Płacze nad osobistym losem uratowanego żydowskiego dziecka, które nie miało prawa się urodzić i żyć. Płacze nad swą drogą powrotu do wiary przodków, powrotu, który nie przynosi happy endu, jest częścią bolesnego dramatu.

Książka Liść i drzewo to opowieść z silnym ładunkiem emocjonalnym. Emocje dotyczą dramatycznych przeżyć narratora. Rozlewają się ponadto na sprawy, które dla niego są tak ważne, że dostrzega je wyraźniej niż inni ludzie. Nieraz spotykał się z zarzutem, że jest przewrażliwiony. Myślę, że chodzi o coś innego. Urzeczywistnia się w nim prawo żydowskich proroków, których – zdaniem Abrahama Joshui Heschela – cechuje żarliwość, sprawiająca, że mówią o oktawę za wysoko. Nie musi to być koniecznie krzyk, czasem jest to cicha wytrwałość wyrażania niezgody na zło. Liść i drzewo poprzez szereg szczegółowych opowieści uświadamia, jak głęboko zakorzenił się antysemityzm w polskim społeczeństwie i polskim Kościele. Osoby uważające, że Weksler-Waszkinel przesadza, powinny wziąć pod uwagę, iż przejawy antysemityzmu demaskuje człowiek, który jego złem został naznaczony, jeszcze zanim się urodził.

Przez całe życie – od dzieciństwa do obecnego okresu względnego spokoju wewnętrznego – Romualdowi Jakubowi towarzyszy lęk. Jest to symptom znany dzieciom Holokaustu. Nie trzeba się dziwić, że autor tej autobiografii tak często przyznaje się do przeżyć lękowych. We współczesnej psychologii nie potępia się już emocji, co więcej, przyjmuje się, że mają one również znaczenie poznawcze. Inteligencja emocjonalna dociera do tych aspektów rzeczywistości, zwłaszcza rzeczywistości międzyludzkiej, do których nie ma dostępu tzw. bezstronny obserwator, tak hołubiony przez kulturę racjonalistyczną. Życie w lęku jest nieznośne, może budzić irytację u samego siebie i innych, ale kiedy zaczynamy się zastanawiać nad źródłami lęku, odsłaniają się granice dobra i zła w swej konkretności. Pisanie autobiografii ma dla autora sens terapeutyczny, natomiast u czytelników jego wyznania mogą budzić wstrząs moralny, wytrącać ich z obojętności i nazbyt naiwnych przekonań.

Opowieść Wekslera-Waszkinela toczy się zgodnie z chronologią, istotne są w niej jednak węzły, które protagonista, a raczej ofiara uwikłana w historię, stara się rozwikłać dopiero po latach. Jego przeszłość, zwłaszcza najwcześniejszy jej etap, jest stale obecna i rzutuje na tożsamość, którą narrator z trudem odkrywa i coraz bardziej świadomie konstruuje. W swej najgłębszej warstwie jest to opowieść o cudach, czyli o tym, co wydarzyło się wbrew logice, do czego wcale nie musiało dojść. Jest to najpierw opowieść o cudzie ocalenia życia żydowskiego chłopca, a potem o cudzie (a właściwie długim szeregu cudów) odkrycia przez niego prawdy o sobie i długiego zmagania się z nią. W latach dojrzałych, już jako człowiek wrośnięty w polskość i katolickość, odzyskuje on żydowską tożsamość, którą odebrali mu naziści. Odzyskuje i boryka się, aby ją zbudować jako własną – autonomiczną – wynikającą z wyboru, a nie z fatalizmu.

Autor urodził się w 1943 roku, zaledwie kilka dni przed likwidacją getta w Święcianach. Jako niemowlę został przez matkę przekazany polskiemu małżeństwu Piotra i Emilii Waszkinelów. Żydowscy rodzice i starszy brat, o których istnieniu Romek dowie się, gdy będzie już katolickim księdzem, zostali zamordowani. Polscy rodzice dali mu rodzinne ciepło, troszczyli się o jego rozwój, chronili go przed światem, w którym nadal panowała pogarda dla Żydów. Być może Piotr Waszkinel chciał powiedzieć swemu synowi o jego pochodzeniu, ale powstrzymał się przed tym. Nie wystarczyło mu odwagi? Zdaje się, że chciał go nakłonić do opuszczenia seminarium duchownego. Krótko przed nagłą śmiercią wybuchnął płaczem i powiedział: „Będziesz miał trudne życie”. Co gorsza, w latach dziecięcych w Pasłęku syn Waszkinelów stykał się w małomiasteczkowym środowisku oraz podczas kościelnej katechezy z negatywnym obrazem Żydów, a kiedy jeszcze insynuowano, że on sam jest żydowskim bękartem, straszył rodziców, że popełniłby samobójstwo, gdyby tak rzeczywiście było. Rodzice byli świadomi jego nadwrażliwości i pewnie też – choć sami o Żydach mówili pozytywnie i z miłością – zdawali sobie sprawę, że nie są w stanie zwalczyć antysemickiej legendy. Postanowili przemilczeć prawdę.

Nie sposób streszczać wszystkich epizodów z dzieciństwa i młodości Romualda, trudno jednak pominąć fakt, że Emilia nie zacierała śladów rodzinnego dziedzictwa uratowanego dziecka. Gdy przeprowadzała się do Lublina, aby zamieszkać z synem, będącym już pracownikiem naukowym KUL, upierała się, aby zabrać dwa przedmioty, w oczach księdza doktora Romualda Waszkinela pozbawione przydatności. Były to stary samowar i waga. Emilia otrzymała je od żydowskiej kobiety, która powierzyła jej swojego synka. Nie zniszczyła ich, miały dla niej wartość większą niż użytkowa. Nie chciała pamiętać nazwiska żydowskiej rodziny, bo bała się, że w jakichś dramatycznych okolicznościach, o jakie łatwo w czasie okupacji, mogłaby zdradzić je oprawcom. Natomiast przechowywała w pamięci, że żydowska matka błagała ją, aby ratowała dziecko w imię Jezusa, któremu ten chłopiec będzie kiedyś służył jako ksiądz. Być może w pewien sposób również spełnianie się tych tajemniczych słów Żydówki z getta powstrzymywało Emilię aż do 1978 roku przed rozmową z dorosłym synem. Może była tak zaskoczona obrotem spraw, że wolała skryć się w milczeniu.

Swą trudną biografię Weksler-Waszkinel próbuje zrozumieć jako dialektykę przynależności i obcości. Kluczowe są tu dwa rozdziały o znamiennych (zamiennych!) tytułach: Swój – obcy i Obcy – swój. Mimo że w swoim imieniu i nazwisku autor próbował połączyć dwa brzegi, pomiędzy którymi przepływa rzeka jego żywota, a w pewnym okresie głosił, że jest Żydem od Jezusa, wskazując na „krzyż wpisany w gwiazdę Dawida”, przeważa doświadczenie osobności i obcości. Romuald Jakub nie akceptuje jednak uznawania siebie za człowieka rozdartego. Mimo cechującej go nieśmiałości, a nawet lękliwości, ma odwagę przeciwstawiania się szablonom, przy użyciu których – tak w środowiskach polskich, jak i izraelskich, chrześcijańskich i żydowskich – próbuje się o nim mówić. Sądzę, że napisał tę autobiografię właśnie po to, abyśmy mogli spojrzeć na niego możliwie tak samo, jak on sam widzi siebie, patrząc od wewnątrz. Książkę tę czytam jako apel o empatię dla osoby jedynej i niepowtarzalnej, a to znaczy jedynej i niepowtarzalnej również w relacjach ze wspólnotami, które próbował scalać w sobie z nadzieją, że rozpoznają w nim swego i że znajdzie się dosyć miejsca dla jego wyjątkowej misji. Liść i drzewo jest opowieścią o sprawach, które Weksler-Waszkinel podejmował z entuzjazmem, i jednocześnie opowieścią o porażkach, jakie go nader często spotykały.

Jego poszukiwanie prawdy o własnej tożsamości przypadło na czas, gdy w Kościele katolickim po Soborze Watykańskim II rodziła się – nie bez perturbacji zresztą – świadomość żydowskich korzeni chrześcijaństwa. Wrogość do Żydów i oskarżenia o bogobójstwo ustępowały duchowi dialogu i uznaniu ludu Pierwszego Przymierza za – jak go określił Jan Paweł II – „starszych braci w wierze”. Pontyfikat papieża z Wadowic, który już w dzieciństwie przyjaźnił się z Żydami, co było czymś wyjątkowym w przedwojennej Polsce, stał się silnym stymulatorem dla żydowsko-katolickiej duchowości ks. Waszkinela. W jakiejś mierze odnajdywał on judeochrześcijańską tradycję pierwszych wieków w warunkach Kościoła XX wieku, uznającego swą winę i odpowiedzialność za wielowiekowe prześladowania Żydów.

Odczuwał bliskość z kardynałem Jeanem-Marie Lustigerem, który jako duchowny pochodzenia żydowskiego został mianowany przez Jana Pawła II arcybiskupem Paryża. Weksler-Waszkinel, gdy już poznał prawdę o sobie, nawiązał z Lustigerem kontakt, zaprzyjaźnili się. Inspirowała go biografia i dzieło filozofki Edith Stein, karmelitanki zamordowanej w Auschwitz z powodu żydowskich korzeni. Poświęcił jej serię artykułów. Drążył własną historię w kontekście posoborowego nauczania Kościoła oraz w nawiązaniu do losów osób o podobnym doświadczeniu egzystencjalnym i duchowym. Stworzył głęboko przemyślany zarys katolickiej teologii judaizmu, która zaczęła się rozwijać dopiero po soborze.

Obdarzony wyjątkową wrażliwością Romuald Jakub nie byłby sobą, gdyby zamknął się wyłącznie w sferze dociekań intelektualnych. Z pasją demaskował antysemityzm w życiu współczesnego Kościoła, zbyt opieszale, a często lekceważąco traktującego nauczanie soboru i posoborowych papieży. Pragnął, aby Kościół na wszystkich swych poziomach szedł drogą wyznaczoną przez zwrot, jaki dokonał się na soborze, aby prawda o żydowskich korzeniach chrześcijaństwa oraz braterstwie chrześcijan i Żydów nie wybrzmiewała jedynie w formie uroczystych deklaracji, lecz kształtowała myślenie w parafiach. Ponieważ sam Kościół stwierdza, że antysemityzm jest grzechem, ks. Weksler-Waszkinel nie miał wątpliwości, że należy zrewidować teksty funkcjonujące w duszpasterstwie.

Rażące relikty teologii judaizmu, na podłożu której plenił się antysemityzm wśród chrześcijan, autor Liścia i drzewa dostrzegał w komentarzach i redakcyjnych śródtytułach Biblii Tysiąclecia, w pieśniach kościelnych, tekstach brewiarzowych. Jego apele trafiały tylko do nielicznych, większość duchownych, łącznie z biskupami, nie traktowała ich poważnie. Może dlatego, że z reguły „zwykły ksiądz” ma mało do powiedzenia w Kościele w Polsce, ale nie bez znaczenia jest również „alergia na Żydów”, głęboko zakorzeniona w mentalności katolickiej, ukształtowanej przez antyjudaistyczne doktryny sprzed soboru. Analizy i wypowiedzi filozofa z KUL-u pozostawały wołaniem na puszczy, a w nim samym narastało rozgoryczenie.

W autobiografii sporo miejsca zajmuje opowieść dotycząca studiów i pracy na Wydziale Filozofii KUL. Osobiście poznałem Romualda Jakuba w latach 80. – był wtedy adiunktem w Katedrze Metafizyki, a ja, jako student, chodziłem na jego wykład o Bergsonie. Wielu studentów widziało w nim tylko przedstawiciela tomistycznej szkoły Mieczysława Krąpca, ciekawe są zatem jego własne wyznania, że już wtedy oddalał się od stylu filozofii Krąpca na tle różnic w podejściu do znaczenia myśli Bergsona. Poza tym Krąpiec coraz bardziej ranił go prymitywnymi dowcipami o Żydach, które z lubością opowiadał. Dodam od siebie, że dominikanin słynął nie tylko z dowcipów o podtekście antysemickim, ale równie często opowiadał dowcipy seksistowskie. Taki miał rubaszny styl, a na uniwersytecie wówczas nikt jeszcze nie myślał o partnerstwie i szacunku dla różnorodnych wrażliwości, tego typu normy pojawiły się całkiem niedawno. Prawdziwą osią sporu intelektualnego stało się propagowanie przez Krąpca i jego uczniów doktryny Feliksa Konecznego. Weksler-Waszkinel widział w tym wręcz ideologiczną infekcję tomizmu.

Konflikt z Krąpcem nie powinien jednak przesłonić zarysowanych z wdzięcznością i uznaniem sylwetek ks. prof. Stanisława Kamińskiego, prof. Stefana Swieżawskiego, ks. prof. Mariana Kurdziałka, a także kolegów z tego samego pokolenia co autor – ks. prof. Andrzeja Bronka i ks. prof. Andrzeja Szostka. Ta część autobiografii wyraźnie uświadamia filozoficzny pluralizm panujący na KUL-u, stanowiąc świadectwo, że na uczelni rozwijano nie tylko tomizm w wersji Krąpca. Lektura tych rozdziałów pozwala zauważyć poważne napięcia i pęknięcia ideowe w KUL-owskim środowisku, co więcej, skłania do wniosku, że w ich tle, prócz motywów ściśle filozoficznych, rysowały się również różnice w recepcji posoborowych przemian w nauczaniu Kościoła o Żydach.

Formalnie ks. dr Weksler-Waszkinel zakończył pracę w KUL-u z powodu przejścia na emeryturę w wieku 65 lat. Gdyby miał habilitację, mógłby jeszcze przez kilka lat kontynuować akademicką aktywność. Próby przeprowadzenia habilitacji – czy to z filozofii, czy teologii – w oparciu o dorobek naukowy spotkały się z szeregiem barier organizacyjnych. Były osoby nastawione życzliwie do projektu, ale stanowiły one mniejszość. Filozof, mający znaczący i pionierski dorobek na polu intelektualnego dialogu z judaizmem, wyjechał do Izraela. Perypetie związane z szukaniem swego miejsca w Jerozolimie są nie mniej dramatyczne niż te, które doprowadziły do wyjazdu z Polski. W moim przekonaniu wyjazd ten trzeba uznać za stratę dla KUL-u, a w szerszym sensie dla całego Kościoła w Polsce. Ze swoją biografią, wrażliwością, kontaktami, publikacjami Romuald Jakub Weksler-Waszkinel stał się mistrzem dialogu Żydów i chrześcijan. Nie trzeba habilitacji, aby stać się osobą społecznie wpływową. Szkoda, że nikt w roku 2009 nie pomyślał, aby tej osobie-instytucji dać przestrzeń w świecie akademickim. Czy zabrakło tylko kreatywnego myślenia? A może to, co nurtowało lubelskiego uczonego i czemu poświęcał tak wiele swej energii, uznawano po prostu za sprawę marginalną?

Gdy wyjeżdżał do Izraela, liczył, że okaże się przydatny w duszpasterstwie katolików języka hebrajskiego. Splot szeregu wydarzeń, właściwie nieporozumień, sprawił, że także w tych nielicznych kręgach żydowskich chrześcijan nie mógł się odnaleźć. Zaniepokojeni jego losem przyjaciele postarali się dla niego o pracę w Yad Vashem. Mógł opłacić niewielkie mieszkanie i prowadzić skromne życie. Jakimś przypadkiem – on sam mówi o cudzie – spotkał potomków rodzonej siostry swej mamy. Dotychczas nie wiedzieli o swym istnieniu. Relacje z nimi stawały się coraz bardziej serdeczne, bez napięć, jakie występowały w relacjach z rodziną stryja, którego odnalazł już w latach 90. Doświadczenie więzi rodzinnych działało kojąco, obdarzony został poczuciem przynależności. Czy była to droga do judaizmu?

Nic w życiu Romualda Jakuba nie jest proste i nie daje się wyjaśnić jedną ewidentną przyczyną. O powrocie do wiary przodków przesądził krytyczny moment doświadczenia zbędności w Kościele. Weksler-Waszkinel niósł zbyt wielki bagaż niepowodzeń i szczerze mówi o załamaniu. Trzeba zrozumieć ciemność, w jakiej był pogrążony, zanim zaczniemy oceniać jego decyzję. Nie mieści się ona ani w kategoriach apostazji, ani w kategoriach konwersji. W tej jakże delikatnej sprawie wypada oddać głos jemu samemu i przyjąć w milczeniu to, co się wydarzyło. Przede wszystkim to nie ja zostawiłem Kościół, to Kościół zostawił mnie. I sprawa jeszcze ważniejsza: czy zostawiłem Jezusa? Tak, zostawiłem Jezusa, w którego wierzy Kościół katolicki. Nie stało się to oczywiście w jednej chwili, ale dokonywało się wraz z upływem czasu. Zabrałem jednak ze sobą Jezusa Żyda. Mój Jezus nie jest Bogiem i nie jest Mesjaszem. Wierzę tak, jak wierzył Jezus, gdy odmawiał słowa modlitwy: „Słuchaj, Izraelu, Twój Bóg jest Jedynym Bogiem” (s. 415). Autor Liścia i drzewa nie wykreśla niczego ze swego życia, uważa, że chrześcijaństwo i kapłaństwo uratowały jego żydostwo. To coś więcej niż dialektyka.



Romuald Jakub Weksler-Waszkinel: Liść i drzewo. Powrót do wiary przodków. Znak, Kraków 2025, ss. 431 + 1 nlb.

Wpłać dowolną kwotę na działalność statutową.
"Akcent" jest czasopismem niezależnym. Wschodnia Fundacja Kultury -
współwydawca "Akcentu" utrzymuje się z ograniczonych dotacji
na projekty oraz dobrowolnych wpłat.
Więcej informacji w zakładce WFK Akcent.

Przejdź do treści