Moje dwa pierwsze zdjęcia
Z pierwszych siedmiu lat życia
nie mam żadnego zdjęcia.
A przecież zrobiono dwa.
Jedno, kiedy miałem pół roku.
Jest na nim tylko moja smutna matka
w swym niepewnym wdowieństwie
i ciotka w krótkim płaszczu.
Na zdjęciu
tworzą jeszcze osłonę nade mną.
Pomiędzy nimi całkowicie
zlewam się swą bielą z wózkiem dziecinnym.
Jestem opatulonym cieniem
błysku flesza.
One już wiedziały,
że nazajutrz
jako ludzki zastaw
oddadzą mnie babci.
Na drugim zdjęciu moi kuzyni w wieku szkolnym
otaczają mnie,
jakby nade mną czuwali.
Jak świadczy zdjęcie, całkiem słusznie.
Jóska i Kati
byli bliźniętami,
Ale nie byli do siebie podobni.
Z dobrze wyprasowaną pewnością siebie
spoglądają na świat,
ja obserwuję z niepokojem
jak ze skrzyneczki uderzonej w nosek
wyfruwa ptaszek.
Mogłem mieć pięć lat,
dokładniej niecałe pięć i pół.
Była zima.
Miałem na sobie
dziecięce buciki wycięte przy palcach,
długie pończochy
i krótkie płócienne spodenki.
Także cztery swetry i pulowerki
różnego rozmiaru i kroju.
Był wśród nich jeden dziewczęcy.
Pozapinane krzywo na guziki,
rozciągnięte warstwy swetrów
pokrywają mój brzuch.
Moja twarz też jest pełna otwartości.
Jak gdyby zadziwienie
było obliczem strachu.
Babcia
do wszystkich bliskich krewnych
wysłała zdjęcie pocztą,
żeby się mną pochwalić.
Przede wszystkim swym córkom.
Moja matka
tuż przed śmiercią
napisała do wszystkich bliskich krewnych,
że przysłane jej zdjęcie
zaginęło.
I żeby jej wysłali
to, które mają u siebie.
Ci, którzy jeszcze żyli
i strzegli tego zdjęcia,
spełnili jej prośbę.
Moja matka podziękowała
wszystkim za przesyłkę,
potem spaliła wszystkie
z wielkim namaszczeniem,
niczym jakiś pochopny
wojenny testament.
Potem rozsypała moje prochy.
przełożył Jerzy Snopek
Więcej wierszy w wydaniu papierowym i na www.nexto.pl albo www.e-kiosk.pl

