Witkacy potrzebny
Przemysław Pawlak podjął się rzeczy – zdawać by się mogło – niewykonalnej. I nie chodzi o to, że postanowił napisać biografię jednej z najbarwniejszych postaci w dziejach polskiej kultury – skandalisty, nie bez kozery określanego jako „wariat”. To zresztą w moim przekonaniu była łatwiejsza część zadania. Trudniejsze niż opisanie ekscesów Stanisława Ignacego Witkiewicza i przywołanie związanych z nim anegdot jest bowiem odpowiednie uchwycenie i pokazanie wagi jego dorobku artystycznego. Tym bardziej że pomimo upływu czasu i rozrastającej się listy opracowań dorobek ów wciąż pozostaje dla wielu odbiorców hermetyczny lub – co gorsza – zaczyna się o nim mówić, że trąci myszką. Tymczasem pierwszym odruchem, jaki miałem po przeczytaniu książki Pawlaka, była chęć ponownego sięgnięcia po dramaty i powieści autora Niemytych dusz. Witkacy. Biografia przypomina bowiem, że to niewątpliwe zjawisko, jakim był i wciąż jest jej bohater, to nie tylko wybryki i miny, ale przede wszystkim fascynujące dzieło i zawarte w nim idee.
Przemysław Pawlak jest absolwentem warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej i doktorem nauk o sztuce, witkacologiem, współfundatorem i prezesem Instytutu Witkacego, członkiem redakcji półrocznika „Witkacy!”, a obecnie pracownikiem działu literackiego Teatru Narodowego w Warszawie. Dużą zaletą jego książki jest syntetyczność, której nie należy jednak mylić ze skrótowością (tom liczy bowiem grubo ponad 500 stron, opatrzony został licznymi ilustracjami, a także obszerną bibliografią). Autor nie brnie w mnożenie anegdot, ale stara się uchwycić najważniejsze jego zdaniem elementy biografii autora Szewców.
Opowieść zaczyna się zgodnie z chronologią – w pierwszej części książki Pawlak przybliża nam pochodzenie, dzieciństwo i burzliwą młodość Stanisława Ignacego. Po lekturze pierwszych sześciu rozdziałów w pamięci pozostają nie ekstrawagancje czy skandale, ale właśnie kluczowe fakty, które miały fundamentalne znaczenie dla kształtowania się zarówno wizerunku, jak i przede wszystkim osobowości (nie tylko twórczej) Witkacego. Czytelnicy mają zatem szansę uświadomić sobie, jakim ciężarem (choć oczywiście także ułatwieniem) w kontekście rozwoju indywidualności artystycznej Stacha była sława jego ojca. Choć dziś jest raczej odwrotnie i to syn przyćmił rodzica, w młodości dość powszechnie oceniano go na podstawie porównań z ojcem. Pamiętać bowiem należy, że starszy z Witkiewiczów nie tylko był znanym malarzem i literatem, ale też cieszył się ogromnym szacunkiem i autorytetem jako działacz społeczny i polityczny. Niesforny syn, bohater skandali, którego twórcze poszukiwania szybko zaczęły dość znacząco odbiegać od dorobku ojca, często musiał o sobie czytać jako o kimś, kto nie dorasta do tej legendy albo wręcz ją burzy.
Niemniej jednak to właśnie rodzice, ich otoczenie towarzyskie i kulturalne, ukształtowali Witkacego, który od najmłodszych lat miał szansę obracać się w elicie artystycznej i intelektualnej swoich czasów. Do tego – dzięki wyznawanym przez matkę i ojca zasadom wychowania – funkcjonował niemal na równych prawach z dorosłymi. Wszystkie jego zainteresowania, zarówno kulturalne, jak i naukowe czy sportowe, z miejsca były wspierane, co Pawlak wielokrotnie podkreśla i opisuje: W odpowiedzi na swoje pytania Kalunio [w ten sposób rodzice zwracali się w dzieciństwie do Witkacego – przyp. J.C.] z pewnością nie słyszy powtarzanych w innych domach: nie wiem, daj mi spokój, co też ci strzeliło do głowy, nie mądruj się, co z ciebie wyrośnie, dzieci i ryby głosu nie mają itp. Bliscy traktują jego potrzeby i ciekawość świata ze zrozumieniem i szacunkiem, nie zbywają go i nie uciszają dla własnego świętego spokoju.
Jednocześnie Pawlak zaznacza, że owa elitarność rodzinnego i towarzyskiego środowiska, w którym rozwijała się osobowość Stanisława Ignacego, nie wiązała się w żadnym razie z bezczynnością. Autor Nienasycenia wzrastał wręcz w kulcie pracy, a jego źródłem były nie tylko poglądy ojca, ale także (może nawet przede wszystkim) postawa matki, która niemal do końca życia prowadziła w Zakopanem pensjonat, utrzymując w ten sposób siebie i syna (zanim ten usamodzielnił się finansowo dzięki swojej Firmie Portretowej). Innymi słowy, przyszły „wariat z Krupówek” był reprezentantem – by użyć PRL-owskiej nomenklatury – „inteligencji pracującej”.
Opisując młodość Witkacego, Pawlak skupia się na kilku zasadniczych doświadczeniach z jego ówczesnego życia. Jednym z nich było samobójstwo narzeczonej – Jadwigi Janczewskiej. Autor biografii nie wybiela w tym przypadku swojego bohatera, jednocześnie jednak nie stara się oceniać jego postępowania ze współczesnej perspektywy. Wskazuje przede wszystkim na egotyzm i brak odpowiedzialności Stasia, który dowiedziawszy się o ciąży narzeczonej, oskarża ją gwałtownie o romans z Karolem Szymanowskim, po czym łapie narty, pakuje plecak i wychodzi w góry samotnie celebrować swoje nieszczęście. Jadwiga, nie mogąc się doczekać powrotu narzeczonego, idzie w góry, gdzie strzela sobie w pierś z jego pistoletu. Ta śmierć będzie Witkacemu ciążyła aż do końca życia.
Kolejnym doświadczeniem formacyjnym były podróże. Pawlak wpisuje je w tradycję „grand tourów”, czyli edukacyjnych wojaży odbywanych od XVII wieku przez młodych europejskich arystokratów i intelektualistów. Witkacy poznaje Europę, zwiedza muzea i galerie, ogląda cuda natury. Jednak jego najważniejszą wyprawą okaże się podjęta po śmierci Janczewskiej podróż w tropiki – do Australii, Oceanii i na Cejlon – w którą wyruszył wspólnie z przyjacielem, antropologiem Bronisławem Malinowskim. Co ciekawe, dzięki protekcji przyszłego autora Życia seksualnego dzikich Witkacy został członkiem prestiżowej organizacji naukowej British Association for the Advancement of Science. Pawlak, rekonstruując tę odbytą latem 1914 roku podróż, wyraźnie przypomina, że jej tłem są nie tylko egzotyczne krajobrazy i wyrzuty sumienia po samobójstwie narzeczonej, ale także burzliwe miesiące, które doprowadziły do wybuchu I wojny światowej. Rok 1914 na zawsze zmienił Europę, czas „grand tourów” dawnych arystokratycznych elit definitywnie się skończył. Witkacy był zatem jednym z ostatnich, którzy ten model wchodzenia w dorosłość zrealizowali.
Następnym doświadczeniem, które ukształtowało przyszłego autora Pożegnania jesieni, była wojna i pobyt w Rosji w czasie rewolucji w 1917 i 1918 roku. Pawlak przypomina, że Witkacy wziął udział w walce zupełnie dobrowolnie i świadomie, że całkiem poważnie traktował najpierw szkołę wojskową, a później służbę jako oficer armii rosyjskiej. Pamiętamy ten czas w jego życiu głównie dzięki „portretowi wielokrotnemu” w mundurze podporucznika, wykonanemu w Petersburgu pomiędzy 1915 a 1917 rokiem. Nie wiadomo, czy fotografia ta powstała przed czy po tym, jak Witkacy uczestniczył w bitwie nad Stochodem na Wołyniu w czasie ofensywy Brusiłowa. Jak pisze Pawlak: Stach będzie się bronił przed opisywaniem tych dni. To jego tabu i uraz, z którym tak naprawdę nigdy sobie nie poradzi, choć wyciągnie ze swych doświadczeń wnioski o ogólnoludzkiej kondycji. Nie trzeba dogłębnej wiedzy o twórczości Witkiewicza, by wiedzieć, że temat wojny i rewolucji stanie się dla niego bardzo ważny i będzie wielokrotnie wracał w jego powieściach i dramatach. Wówczas również – we wrześniu 1915 roku – w Lovranie na gruźlicę umiera jego ojciec.
W tym właśnie momencie swojej opowieści Pawlak porzuca w zasadzie chronologię i zaczyna przyglądać się poszczególnym aktywnościom i wątkom w biografii swojego bohatera. Przedstawia więc Witkacego-celebrytę, bohatera licznych skandali, przedsiębiorcę-portrecistę niestrudzenie przemierzającego kraj wzdłuż i wszerz, człowieka eksperymentującego z używkami, epistolografa. W zasadzie każdy z tych tematów to materiał na osobną książkę. Oczywiście najwięcej wiemy (a przynajmniej tak nam się wydaje) o burzliwym życiu erotycznym Witkiewicza i jego licznych ekscentrycznych zachowaniach. Pawlak jednak nie eksploruje tego wątku zbyt intensywnie, przypomina jedynie najważniejsze kobiety w życiu swojego bohatera, z żoną Jadwigą – ukochaną i umęczoną jednocześnie – na czele. Przywołuje garść anegdot – całkiem sporą, ale z całą pewnością stanowiącą jedynie ułamek tych, które można przytoczyć. Trudno nie pochwalić tej idącej pod prąd oczekiwań pewnej części odbiorców powściągliwości. Dzięki niej bowiem poznajemy Witkacego nie tylko jako ekscentryka strojącego groteskowe miny czy nafaszerowanego narkotykami erotomana. A przecież wystarczy spojrzeć na dwadzieścia pięć tomów jego pism zebranych (których publikacja niedawno została ukończona), by się przekonać, że to nie skandale, romanse, peyotl i morfina stanowiły istotę jego egzystencji. Zresztą Pawlak często i umiejętnie przywołuje wątki, postaci czy tematy z dramatów, powieści i szkiców, dostrzegając w nich swego rodzaju uzupełnienie informacji czysto biograficznych, a tym samym pokazując, że życie i twórczość w przypadku Witkacego nierozerwalnie się splątały.
Z biografii tej wyłania się bowiem artysta totalny, tytan pracy, z pasją eksplorujący coraz to nowe obszary aktywności artystycznej, przy tym świetnie zorganizowany podróżnik, przykładny żołnierz i obywatel dbający o kondycję fizyczną i zdrowie, a jednocześnie człowiek o bardzo trudnym charakterze, egotyk, który często potrafił być irytujący, bezwzględny i okrutny, czego miał oczywiście dogłębną świadomość. Być może właśnie dzięki temu wszystkiemu dobrze rozumiał czas, w którym przyszło mu żyć. Szczególnie dojmującym tego przykładem jest rozdział zamykający biografię – świetnie napisana rekonstrukcja ostatnich tygodni życia Witkacego, a więc okresu obejmującego sierpień i wrzesień 1939 roku. Pawlak cierpliwie stara się przywołać zarówno fakty, jak i atmosferę tamtych dni – niepokój i lęk związany nie tylko z nagłym upadkiem państwa, lecz także z chaosem końca przedwojennego świata, gehenną milionów uciekinierów, bombardowanych, ostrzeliwanych, zagubionych. Wśród nich jako jeden z wielu pojawia się autor Pożegnania jesieni, który, z bolącą od protezy szczęką, opuchłymi nogami, wpierw wyprawia z Warszawy żonę, a następnie pod wpływem chwilowej emocji decyduje się na ewakuację z kochanką. I choć z góry wiadomo, jak się to wszystko skończy, to ów fragment, noszący tytuł Wrześniowe zaświaty, czyta się z zapartym tchem i ściśniętym gardłem.
Książkę Pawlaka zamyka „appendix” zatytułowany Grochem o ścianę, czyli niezrozumialstwo, w którym znajdziemy wybór bardzo krytycznych opinii, jakie o Witkacym i jego dokonaniach artystycznych wydawali ludzie mu współcześni. Trudno po lekturze tych wypowiedzi nie odnieść wrażenia, że dla ich autorów często komentowanie zewnętrznego wizerunku artysty było ważniejsze niż próba dostrzeżenia prawdziwej rangi jego dzieła. Innymi słowy, pisarze i krytycy wyraźnie przykrawali postać Witkacego do powszechnych wyobrażeń, nie starając się wniknąć w jej głąb. Tym większa szkoda, że byli w tym gronie twórcy naprawdę wybitni – jak Karol Hubert Rostworowski, Konstanty Ildefons Gałczyński, Witold Gombrowicz czy Tadeusz Borowski. Ich powierzchowne i niesprawiedliwe opinie są chyba najlepszym dowodem, że rzetelna, pełna, niezatrzymująca się na powierzchni skandalu książka Pawlaka o Witkacym jest nam naprawdę potrzebna.
Przemysław Pawlak: Witkacy. Biografia. Iskry, Warszawa 2025, ss. 558 + 2 nlb.

