Paweł Panas. O podróżach, snach i obecności

Spis treści numeru 3/2026

O podróżach, snach i obecności

Czytając Gustawa Herlinga-Grudzińskiego i Joannę Clark

(…)

Przeświadczenie o złożonej strukturze rzeczywistości jest jednym z fundamentów, na których buduje swoje opowieści Herling-Grudziński. Świadomie wykorzystując poetykę różnego rodzaju sugestii, niedopowiedzeń i przemilczeń, szanuje – co wielokrotnie i na różne sposoby podkreślał – wpisaną w świat tajemnicę. Nie wszystko można zrozumieć i nazwać, nie każda motywacja ludzkich czynów daje się racjonalnie uzasadnić, świat nie ogranicza się wyłącznie do poznawalnej zmysłami rzeczywistości – tak pokrótce można przybliżyć rozumienie owej tajemnicy przez pisarza. A jednocześnie Herling-Grudziński i jego bohaterowie prowadzą swoje „metafizyczne śledztwa”, próbują zrekonstruować zapomniane historie, usiłują zbliżyć się do prawdy o rzeczywistej naturze przedstawianych zdarzeń. Tajemnicy, o której myśli pisarz, nie da się ostatecznie rozwikłać, ale nie daje ona spokoju, intryguje i zaprząta umysł. Istotnym elementem ludzkiej natury, a może nawet przeznaczeniem człowieka, jest bowiem konieczność poszukiwania odpowiedzi na nurtujące go pytania, także te najtrudniejsze, nawet jeśli ta odpowiedź miałaby nie istnieć.

W Snach w pięknym Morodi – opowiadaniu szczególnym – Herling-Grudziński powrócił do rozmów z dawno zmarłym Andrzejem Ciołkoszem, które wcześniej kilkakrotnie przywoływał także w Dzienniku pisanym nocą: Przed laty mój młody przyjaciel i tłumacz uraczył mnie długim łańcuszkiem argumentów, które zmierzały do wykazania, że wynalazek elektryczności zubożył malarstwo i literaturę. W malarstwie Andrzej operował reprodukcjami obrazów Georges’a de la Toura („świeca jest ich główną postacią”), w literaturze opowiadaniami przy zapalonej świecy (koniecznie w wagonie kolejowym!). Rozmowa toczyła się pół żartem, pół serio. Ale pod uśmiechami i dowcipnymi powiedzonkami kryła się warstwa prawdy. I ta warstwa prawdy skłaniała ludzi, w ich życiu prywatnym, do instynktownego oświetlania wieczoru świecami i lampami naftowymi, naturalnie po wyłączeniu prądu. Inaczej, odrobinę zagadkowo, wyglądały twarze; stawały się bogatsze ruchy ludzi. Wolno to nazwać szukaniem, na domową skalę, innego wymiaru1. Fragment ten jest interesujący z kilku powodów. Między innymi odwołuje się do wspomnianej przeze mnie naturalnej potrzeby pełniejszego postrzegania rzeczywistości. Dodatkowo przywołany zostaje obraz, który znamy już z Podróży – zapada zmrok, ustaje codzienna krzątanina, wyostrzają się zmysły i natęża uwaga, pojawia się niejasne przeczucie, a może tylko złudzenie (tego Herling-Grudziński nigdy nie rozstrzyga) współistnienia innego wymiaru. Metafora naturalnego światła w niedoskonały sposób rozpraszającego mrok, ujawniającego istnienie tajemnicy, ma więc jednocześnie charakter metatekstowy i egzystencjalny.

Sny w pięknym Morodi określiłem mianem opowiadania szczególnego. A to dlatego, że jest ono właściwie quasitraktatem onirycznym, niezwykłą opowieścią o naturze snów, która sama w sobie domaga się uważnej lektury. W snach narratora-bohatera pojawiają się zmarli, plany czasowe ulegają zmieszaniu – sny opowiadają o tragicznych zdarzeniach z przeszłości, powracają w nich traumatyczne obrazy, odżywają pierwsze miłosne rozterki. Co ciekawe, granice opowiadanych snów nie są ostre, mieszają się one ze wspomnieniami – nie do końca wiadomo, co jest wynikiem pracy pamięci, a co uległo onirycznej deformacji.

(…)

– Nie przyjdzie. Przecież już jej nie ma.
– Co ty mówisz, co ty mówisz…
– Wiesz. I mnie już nie ma2.

Ten dialog zamykający Różę wiatrów, tytułowe opowiadanie z wydanego w 2025 roku tomu prozy Joanny Clark, jest zaskakującą i jednocześnie zastanawiającą codą tego tekstu. Pozornie Róża wiatrów dobrze wpisuje się w szeroki nurt prozy nostalgicznej, której istotą jest wywoływanie z pamięci obrazów minionego. Proces przypominania może być narracyjnie sproblematyzowany, ale zazwyczaj mamy do czynienia ze świadomym i celowym przesunięciem akcentu na emocjonalny wydźwięk dwukierunkowej relacji pomiędzy teraźniejszością i przeszłością. Tak jest i tutaj, chociaż sygnały owego przesunięcia są wyraźnie stonowane za pomocą ambiwalentnego obrazu świata i równoważone autoironicznym dystansem narratorki-bohaterki. Przytoczony końcowy dialog odmienia jednak całość, kwestionując dotychczasową ramę modalną. Zaburzone zostają relacje pomiędzy postaciami, nagłej zmianie podlega ich status w opowieści (rzeczywiste/nierzeczywiste, żyjące/zmarłe). Na to nakłada się dodatkowa komplikacja związana z wzajemnym przenikaniem się różnych perspektyw czasowych. Z czym mamy tu do czynienia? Z marzeniem na jawie, a może ze snem? Pojawia się, dyskretniej niż u Herlinga-Grudzińskiego, subiektywne przeczucie innego wymiaru, współobecności.

  1. G. Herling-Grudziński: Opowiadania wszystkie. Vol. 2. Kraków 2017, ss. 224-225. ↩︎
  2. J. Clark: Róża wiatrów. Opowiadania. Lublin 2025, s. 30. ↩︎

Całość w wydaniu papierowym i na www.nexto.pl albo www.e-kiosk.pl

Wpłać dowolną kwotę na działalność statutową.
"Akcent" jest czasopismem niezależnym. Wschodnia Fundacja Kultury -
współwydawca "Akcentu" utrzymuje się z ograniczonych dotacji
na projekty oraz dobrowolnych wpłat.
Więcej informacji w zakładce WFK Akcent.