Jarosław Zapart. Wiersze

Tylko online

***

Wiosna, most,
rozpleniony kurz
i roślinny pył,
w dole pieniące się
ciemnoszare fale,
jazgot, grzechotanie stali,
wiatr, który nie rozwiewa
twoich włosów
i ciężkie milczenie,
co lgnie nam do ust –

to gra nami
i pisze dwie role
na jeden
niemy
głos.

 

Śnieg

Miasto stłumione
po drugiej stronie szyby
naprasza się
i drży.
Obraz zapełnia się,
roznieca iskrzeniem.

Wewnątrz powolne ciepło
zbiera się u stóp.
Rdzawe światło ulicy
skupionym jasnym klinem
przesuwa cienie na drzwiach,
które jednym gestem
dajesz mi za oparcie.

Gładkie zimno na skórze –
biorę pospieszny oddech,
a w krtani zjawia się głos,
lecz zawrócony
opada do źródła;

i po chwili,
kiedy wolno już mówić,
jak bezowocne słowo
przelane na twój język,

w ciemności topnieje.

XI 2012 – XI 2016

 

W południe

Na splotach niewidocznych ścieżek
gorączkowe życie zwierząt:

rozdzierające wołanie
odlicza ciężkie minuty.

Żwir chrzęści
pod twoimi stopami:

krzątasz się
i znosisz zielone talerze.

Na każdy twój gest
odpowiadam własnym:

czas dopełnia się
w tej cichej wymianie.

Wszelkie próby nazwania
zostają cofnięte:

znajomy smak w ustach
nie skrapla się w żaden sens.

Dłoń wspartą
na rozpalonym stole

podnoszę do oczu
po większy żar.

Znikasz w drzwiach.
Twoje imię

połyka
blask.

 

Zakrzówek

Pośród splotów korzeni,
w butwiejącej woni,
z głową blisko ziemi,
wsłuchany
w ciche poruszenia trzewi.

Horyzont zamyka
wzniesienie brzucha
różowawą smugą,

a z ud,
znaczona suchą trawą,
wypukła linia pisma
pnie się
i na szyi
taje
w lśniący ślad po ustach.

 

Refren

Po wyjściu
z nocy bez znaków
i wejściu
w dzień napięty bezruchem –

nagły dwugłos mięśni,

kiedy ostatni raz

rozogniony kształt
rysuje kontur
warg
inną wilgocią.

 

Nie przestaję

Aneczce

W powietrzu słodkim
od tytoniu i herbaty
masz przygaszone oczy,
a za poduszkę
zwinięty niedbale
wełniany płaszcz.

Słowa nieważkie
na przecięciu oddechów
ulatują
wplecione w dym.
Ich ślady w pamięci
plączą się i rwą.

Ale to jedno
niewyczerpane –
pod żebrami,
rozpalone i żywe
drży.

Nocą
miasto zasnute jest pyłem.
Swoje pożegnanie
rzucam już w przestrzeń,
bo znikasz szybko
w drzwiach tramwaju.

I kiedy opuszczam wzrok,
i kiedy wracam ciemną aleją,

i kiedy mijają dni –

nieśmiało,
w skrytości,
szeptem,

na głos,

nie przestaję
mówić do ciebie.

I 2017