Wojciech Dunin-Kozicki. Wiersze

Spis treści numeru 1/2012

zamknij okna, przy tej szybkości wieje…

od kilku dni coś dziwnego dzieje się w pudełku z zagadkami
podobno wróble – chłodzisz mi mieszkanie – wymierają
śmieszny alfabet prześwitów zaczyna normalnie, a kończy
na podwórku, lista zrozumiałych dźwięków ginie z ruchu ust
na miejscu pierwszy pojawia się kolor w chwilę po nim ciało

patrz ta linia robi swoje, jest trochę ciągła trochę przerywana
ale zawsze kiedy zasypiam, specyficznie poruszam palcami
jak bym znowu liczył do dziesięciu. tak się czasem łapię na
oszukiwaniu za dnia po kilka razy, w nocy licząc na to samo
to zdarzało się już wcześniej, po prostu w snach cytuję równania

od kilku minut do kilkunastu lat grozi za spóźnienie w przyszłość
podobno powrót – samochody na obcych numerach – do punktu
zależy od wyjścia, więc wyruszyliśmy wczoraj z kuchni dookoła
krzesła zabierając ze sobą całe miasto, w świat. w przyszłym roku
o tej samej porze dotrzemy w to samo miejsce… – a teraz mijamy
 

dla Ciebie już zawsze będę zasypiał w trakcie… filmu

dwie rzeczy są centralne dworzec i ogrzewanie dwa posiłki
dziennie pierwszy obiad trzeci kolacja te deszcze za tydzień
dojdą do Sydney i coś o Kabulu byłoby warto powiedzieć
żeby było bardziej paradnie z tym całym przekraczaniem
cierpliwości anielskiej racz nam dać Panie i Panowie
idzie wiosna prywatnie zeznaje przeciwko sobie
pod Plakatem Bruce’a Lee Marilyn Monroe i Elvisa Presleya

Jezu jak Ona na kolanach te pałace rysuje taka cała tyłem
do mnie a wczoraj ten dekolt taki słodki i przodem do buzi
a w nocy nawet bardziej nad ranem wiesz pieszczoty one dwie
ja sam publiczne zeznanie przeciwko wam się jeszcze umówimy
na herbatę czy coś się da pisać po ciemku? patent jest prosty
władzo instancjo jedziemy na papierosa do następnej stacji paliw
a wiatr taki że tiry po rowach lądują, mam niewielki wpływ na

swoje ciało przy prędkości osiemdziesiąt na godzinę i więcej w zero
manewrową przerwę pomiędzy kwiaty które pożerają inne kwiaty
wątek się urywa… stoję rano na targowisku pod Nową palę i myślę
o spirytusie dla Marcina potrzebuje do ciemni pytam od razu o pięć
litrów patrzę w twarz z piekła nieba padają stawki. już nigdy, nigdy
nie zapomnę że kwaśne mandarynki są najlepsze że pomarańcze że Ty

Więcej wierszy w papierowym wydaniu „Akcentu”.

Font Resize
Contrast