Paweł Gembal. Na rynku usiąść w Kazimierzu…

Spis treści numeru 2/2006

Na rynku usiąść w Kazimierzu…

 

Ulubionych poetów można mieć wielu. Łączność między ich wrażliwością a wrażliwością odbiorcy – rozbudzana kolejnymi lekturami – trwa na ogół kilka, niekiedy kilkanaście lat, po czym ustępuje miejsca innym, nowym oczarowaniom. Zazwyczaj też wtedy ich książki stawiamy na półce obok klasyków. Przeżycia związane z lekturą zachowujemy w życzliwej pamięci, bo choć teksty już tak intensywnie nie oddziałują na nasze zmysły, to raz na zawsze – niczym węzłem małżeńskim – połączone zostały z konkretnym porządkiem wartości czy filozofią sztuki.

Zdarza się jednak, że ulubieni poeci odzywają się w najmniej oczekiwanym czasie i miejscu, wypełniając rytmem swoich wierszy nasze wyrażenia i dostarczając nam materiału do rozmów czy cytowania w szkicach. W moim wypadku jest tak z poezją Leszka Długosza. Urodzony w Zaklikowie na Lubelszczyźnie, w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych jeden z bardziej twórczych i znaczących autorów i wykonawców krakowskiego kabaretu Piwnica pod Baranami, aktor, kompozytor, należy do najbardziej znanych polskich śpiewających poetów. Wzrusza, stwarza klimat, podaje ton, jego słowotwórstwo narzuca się kolejnym pokoleniom, a strofy jego wierszy Nie ma nas, Nasze ognisko, Pod Baranami też już dzisiaj inny czas czy Dzień w kolorze śliwkowym wczepiają się natrętnie w pamięć:

Po czerni jeżyny
Po liściu kaliny
– Jesień, jesień już
Po ciszy na stawie
Po krzyku żurawi
– Jesień, jesień już
Po astrach, po ostach
To widać, to proste że
– Jesień, jesień już
I po tym że wcześniej
Noc ciągnie ze zmierzchem
– Jesień, jesień już

(Dzień w kolorze śliwkowym)

Jako poeta Długosz zadebiutował tomem Lekcje rytmiki (Wydawnictwo Literackie, 1973). Opublikował kilkanaście książek poetyckich, z których do najważniejszych w jego dorobku należy zaliczyć: Na własną rękę (1976), Gościnne pokoje Muzyki (1992), Z tego, co jest (wybór wierszy 1996), Po głosach, po śladach (1996), Piwnica idzie do góry (2000), Dusza na Ramieniu (wybór wierszy 2003). Ostatnio ukazał się kolejny tom Na rynku usiąść w Kazimierzu… wraz z płytą CD, zawierający trzy (nieco zmienione) utwory: dwa recytowane (W Kazimierzu, czyli o kolejności westchnień oraz Znów się pojawić… ), jeden, tytułowy – zaśpiewany przez Długosza. Ilustracje – obrazy i rysunki kazimierskiego artysty Jerzego Gnatowskiego – dodatkowo książkę wzbogaciły.

Krytycy literaccy o twórczości poety-pieśniarza najczęściej piszą mniej więcej tak: poezja Długosza – teksty piosenek, czy też teksty nieśpiewane – jest poezją akceptacji przemijania. Ze wszystkimi jego dramatami i nieuchronnościami – śmiercią i starością, ale też z całym blaskiem jego jednorazowej urody, barwy chwili… To samo możemy powiedzieć o dziewiętnastu wierszach poświęconych Kazimierzowi Dolnemu, w które wpisuje się refleksja nad krótkotrwałością życia, jak również dążność do szukania poezji w każdym okruchu otaczającego świata. Wszyscy leżymy w rynsztoku, ale niektórzy z nas patrzą w gwiazdy – mówił Oskar Wilde i ta sentencja najlepiej oddaje ducha tego tomu.

Długosz posługuje się w nim poetyką bezpośredniego wyznania: pisze o sobie i kazimierskiej Farze, o „ludku kazimierskim”, o chałupkach i attykach, o obłokach, co samą górą w Kazimierzu, białą pianą piano pianissimo płyną, o życiu w nadwiślańskim miasteczku:

Taki tu zwyczaj:
– Sztuka i sztuka życia w jedno
Zespolone
Trochę sprzedane
Trochę kupione

(Malowanie w Kazimierzu)

Właściwym tłem dla tej poezji nie są tak naprawdę znaki kultury, „perły polskiej architektury renesansowej”, ale swojski pejzaż lub jego elementy, jak rzeka Wisła, niebo, księżyc, błękitna hortensja, śnieżna zawierucha, zastygła przestrzeń w stronę Janowca czy piwoniowy ogród.

W piwoniowym gąszczu
Koło Kazimierza
– Twarzą na wprost nieba
Od stóp do głów leżąc
Z całą swą niewiedzą
To jedno bym widział:
– Jeszcze nieskończony
– Niespełniony jeszcze
Miast gliną i piachem
Tą rozkoszą lata
Tą urodą świata
Przywalony
Powalony
– Jestem

(W piwoniowym ogrodzie)

Te wiersze, niekiedy konceptystyczne, mówią nam, że to, co dzieje się za sprawą naszego wyboru, najskuteczniej wypełnia nam świat i że czułość to nic innego jak jeden z synonimów miłości, stan zmysłów i ducha domagający się nieustannej bliskości ukochanej osoby, ulubionego miejsca, umiłowanej rzeczy.

Kochało się w tym Kazimierzu
Płakało też jak się należy
Ale tam szczęścia zawsze było
Jakby więcej niźli pół?
(…)

A stolik w Rynku, w kawiarence
Niech na powitanie szepnie
Dłoń niech ze wzruszeniem znów rozpozna
Ten sam blat
Westchnienia niech obiegną świat
I wrócą tam…
W tym mieście gdzie księżyce dwa – spójrz
Magia trwa
Tam cienie nasze wciąż czekają nas…

(Na rynku usiąść w Kazimierzu…)

I najpewniej za sprawą tej miłości, która w poezji Długosza jest połączeniem indywidualnej potrzeby – owego „pragnę” – i ogólnych reguł istnienia, od XIX wieku ciągną do Kazimierza Dolnego nie tylko kolejne pokolenia artystów i osób szczególnie wrażliwych na piękno sztuki, ale i zwyczajnych turystów.


Leszek Długosz: Na rynku usiąść w Kazimierzu … (+Audio CD). Ilustracje Jerzy Gnatowski. Wydawnictwo-Drukarnia L­Print Zbigniew Lemiech, Lublin 2004, ss. 44 + 7 nlb.

Font Resize
Contrast