Ewa Mazur. Wiersze

***

Biedne lustra. Dręczone obsesjami i paranojami, codziennie zmuszone oglądać nierzeczywiste światy, które pojawiają się i znikają. Niektóre opowiadają, że duchy nawiedzają je regularnie. Zbliżają blade głowy do ich delikatnych tafli, szczerzą zęby, wyczyniają jakieś przeraźliwe grymasy i niezrozumiałe gesty. Czasem czerwoną kredką malują sobie na środku twarzy krwawe plamy stygmatów.
Nie wiadomo, które mają gorzej. Te, które wiszą na stałych miejscach, mogą przynajmniej przyzwyczaić się do swoich halucynacji i łagodnie je ignorować. Z czasem tracą wzrok, ciemnieją, kurz, śniedź i patyna pozwalają zapomnieć o chorobie i łagodzą ból. Te małe, przenośne, mają chwile wytchnienia w ciemności i całkowitej izolacji od świata iluzji. Ale nagle, wyciągane na zewnątrz swoich spokojnych bytów, atakowane są światłem i obrazem, który boleśnie niszczy kruchą harmonię wewnętrzną. Duchy podchodzą blisko, dyszą, wykrzywiają się, wstrętne jak maski. Słabsze lusterko może tego nie wytrzymać. Wtedy z płaczem pęka. Ostatnim świadomym spojrzeniem widzi z ulgą, jak przerażający świat rozpryskuje się na drobne kawałeczki, a duchy pobladłymi wargami szepczą: – Siedem lat nieszczęścia!

13 października 2004 roku, rankiem

Prawdziwa miłość trwa wiecznie
(dobry romans się nie kończy)

trzy razy przysiągłszy
że nie opuszczę cię aż do śmierci
trzy razy umarłam
na szczęście
dopływ czasu
równoważy odpływ krwi

wreszcie po tylu latach
mogę czytać w tobie jak w książce
są w tobie wszyscy moi kochankowie
których
na szczęście zapomniałam

miłość to także sperma pot i śluz
więc koło łóżka kładę paczuszkę chusteczek
przecież musisz się wytrzeć nim pójdziesz
do niej

teraz tęsknisz za mną
tak samo jak ja za tobą
więc przygarniasz tę kobietę
ze złością
bo nie jest mną
jutro będę sprzątać po niej zmiętą pościel twoich oczu

 

 Więcej wierszy w tradycyjnym wydaniu „Akcentu”.

Font Resize
Contrast