Łukasz Janicki. Głos muz pośród szczęku broni

Tylko online

Głos muz pośród szczęku broni

O lubelskiej kulturze w przeddzień niepodległości
(na podstawie ówczesnej prasy)

1 stycznia 1917 roku „Głos Lubelski” opublikował charakterystyczne życzenia noworoczne, które redakcji pisma i wszystkim czytelnikom składał włościanin Sz. Wróbel:

„Staropolskim zwyczajem rokrocznie składamy życzenia doczekania przyszłego Nowego Roku w zdrowiu i w dobrym powodzeniu. (…)

Na firmamencie nieba ukazała się jutrzenka, zorza rozszerzyła swe promienie, torujące drogę wschodzącemu słońcu. O! dałby Bóg, ażeby jak najprędzej w tym Nowym Roku ukazał się ten dawno oczekiwany promień słoneczny, który ogrzałby lud polski i jego Ojczyznę. W tym Nowym Roku życzę Wam, kochani rodacy, aby Wasze serca, serca całego ludu polskiego, rozżarzyły się miłością wiary i ojczyzny, którą by pokochały, jak prawdziwe dzieci kochają matkę!

Życzę Wam czytelnicy i tobie, ludu polski, abyśmy w tym Nowym Roku odbudowali swą Ojczyznę, Ojczyznę nie drewnianą, lecz – kamienną, której żadna siła zrujnować by nie potrafiła. Ludu polski! W tym Nowym Roku czeka nas wielka, trudna i mozolna praca. Polska ziemia zniszczona, spalona, zrabowana, zachwaszczona – należy ją podnieść, zabudować, rany zagoić, chwasty z pola wyrwać z korzeniami, należy tak budować Polskę, jak budowali ją nasi przodkowie przed setkami lat, kiedy na onej ziemi, na której my obecnie żyjemy, zastali lasy, bagna i jeziora, pełno strasznego zwierza, jadowitych gadzin i dzikiego ptactwa (…)” („Głos Lubelski” 1917, nr 1, s. 3).

Życzenia te znakomicie wyrażają nastrój, w jakim społeczeństwo Lublina witało nowy rok. Ich autorem był zapewne działacz pochodzenia chłopskiego Szczepan Wróbel, który blisko dwa lata później, w październiku 1918 roku, wszedł w skład delegacji mającej w imieniu obozu narodowego przedstawić ówczesnemu generalnemu gubernatorowi Antonowi Lipoščakowi rezolucję z żądaniem umożliwienia powstania niezależnego rządu polskiego.

Delegacje i wojsko przed gmachem Guberni

Delegacje i wojsko przed gmachem Guberni na placu Litewskim, 5 listopada 1916 roku. Fot. z archiwum Muzeum Lubelskiego.

Wspomniana przez Wróbla „pierwsza jutrzenka” to najpewniej akt 5 listopada, w którym generalni gubernatorzy Hans von Beseler i Karl Kuk jako reprezentanci rządów Niemiec i Austro-Węgier zapowiadali utworzenie „samodzielnego” Królestwa Polskiego, pozostającego w „łączności z obydwoma mocarstwami”. Choć „Głos Lubelski”, jako pismo związane ze Stronnictwem Narodowo-Demokratycznym, trwał na pozycjach antyaustriackich, jego redaktorzy dalecy byli od negowania doniosłości tych wydarzeń. W porównaniu z działaczami obozu niepodległościowego czy lewicy rewolucyjnej inaczej jednak rozkładali akcenty. W sytuacji gdy nastroje społeczne bliskie były wrzenia, woleli je raczej tonować niż intensyfikować, co tłumaczyć może, dlaczego w życzeniach składanych przez Wróbla brak jest konkretów dotyczących sytuacji politycznej, silnie za to wybrzmiewają wezwania do pracy i zachowania wiary w nieodległe zwycięstwo.

Niezależnie jednak od tego, jak oceniano szczerość państw centralnych, wśród Polaków w styczniu 1917 roku nadzieja na odzyskanie niepodległości graniczyła już z pewnością, zwłaszcza że w wielu regionach dawnej Kongresówki rozwinęły aktywną działalność nowe władze lokalne, a w połowie miesiąca doszło do ukonstytuowania się w Warszawie Tymczasowej Rady Stanu. Wydarzeniom tym prasa lubelska poświęcała bardzo wiele miejsca, podając szczegółowe informacje na temat koniecznych działań mających na celu odbudowę polskiego handlu, szkolnictwa czy rolnictwa. Na nasilenie owych dyskusji wpływał m.in. fakt, że miasto nad Bystrzycą od września 1915 roku pozostawało siedzibą austriackich władz okupacyjnych (w dawnym pałacu Lubomirskich przy placu Litewskim od maja 1916 roku urzędował Hans Kuk, który stanowisko generała-gubernatora objął po Erichu von Dillerze).

Lublin, już z niedawno włączonymi w jego obręb nowymi obszarami (czyli ówczesnymi Bronowicami, Cukrownią, Czechówką, Dziesiątą, Kalinowszczyzną, Kośminkiem, Rurami Brygidkowskimi, Tatarami oraz Wieniawą), liczył pod koniec 1916 roku około 80 tysięcy mieszkańców. Co prawda miasto nie ucierpiało poważnie wskutek wcześniejszych działań wojennych, jednak Rosjanie, wycofując się, zabierali z sobą i niszczyli wyposażenie fabryk, co spowodowało w późniejszym czasie wzrost bezrobocia i biedy. Sytuacja pogorszała się dodatkowo wraz z przybywającymi z południa uchodźcami, którzy zmuszeni byli żyć w trudnych warunkach na miejskich peryferiach, a także na skutek ściąganych przez armię okupacyjną kontyngentów, rekwizycji żywności oraz obostrzeń w handlu. Problemy ekonomiczne wiązały się poza tym ze zniszczeniami, jakich doznały okoliczne wsie i miasteczka. Redaktor krakowskiego „Czasu”, konserwator zabytków i historyk sztuki Stanisław Tomkowicz, w następujący sposób opisał swe wrażenia z podróży, jaką odbył do Lublina w 1915 roku:

„Za Dębicą zaczyna się kraina ruin i pogorzelisk. Okolica jakby wymarła. W gruzach legły osady, ludność gdzieś się wyniosła. Rozwadów i okolica spustoszone; dalej pobojowiska koło Kraśnika, który od początku wojny kilka razy zdobywano i znów odzyskiwano; godzinami jedzie się wśród absolutnej pustki, bez miast, bez wsi, bez ludzi. Na prawo i na lewo nic, tylko jak okiem sięgnąć melancholijna, rozpaczliwa pustka, której nie przerywają bynajmniej budynki stacyjne, mikroskopijne budki sklecone z desek.

Role leżą odłogiem, pola poryte rowami strzeleckimi, lejkami od pocisków dział, wśród nich rozsiane groby jak kretowiska. Lasy o drzewach ściętych albo połamanych od kul. Mój Boże, czemuś dopuścił, by z pięknej polskiej ziemi zrobiono jedno wielkie cmentarzysko, by z ludnych osad ostały się kupy gruzów, by nam poburzono nasze kościoły i sioła, a ludzie zmuszeni byli opuszczać tłumnie swoje zagrody i tułać się po cudzych kątach o głodzie i chłodzie, by ginęli z chorób i wycieńczenia, grzebani na obcej ziemi, by marły tysiącami ich dzieci sieroty! Jeremiasza by trzeba dla oddania tych strasznych niedoli, od których rozważania kraje się serce” (Stanisław Tomkowicz: Wycieczka w lubelskie. Kraków 1916, s. 6).

Mimo trudnej sytuacji ekonomicznej w okupowanym mieście kwitło bogate życie kulturalne. Wiązało się to w dużej mierze ze wspomnianym już znacznym napływem ludności z południowych obszarów c.k. imperium. Przebywająca w 1916 roku w Lublinie Maria Dąbrowska po latach wspominała:

„Lublin w owym czasie nabrał, jak się niektórzy wyrażali, charakteru «małego Wiednia». Generał-gubernator von Kuck [właśc. Kuk – przyp.] obsadził zarząd okupacji, o ile na to pozwalały tłumy dekujących się Czechów, Polakami z Galicji. W mieście mnóstwo też było austriackich oficerów Polaków, mnóstwo dam i nie-dam oficerskich przybyłych z Wiednia, Budapesztu, i Bóg wie skąd. W sklepach – pełno gustownych wiedeńskich drobiazgów, strojów i kapeluszy. Część społeczeństwa lubelskiego utrzymywała z wojskowymi austriackimi polskiej narodowości stosunki towarzyskie, zwłaszcza z ułanami 13-go pułku, uchodzącego za najbardziej polski. Zapraszano ich na wieczorki taneczne, kojarzyły się ponoć i narzeczeństwa lubelskich panien z c.k. oficerami, ale te rzeczy znałam tylko z opowieści”.

Nowo przybyli – tak jak i ci z rodzimych Lublinian, których nie zaprzątały bez reszty troski dnia codziennego – potrzebowali chwil wytchnienia od wojennej rzeczywistości. Z pomocą przychodziły przede wszystkim teatry i – dość świeży w tym czasie wynalazek – bioskopy. Oferta repertuarowa była bardzo bogata, a spektakle i seanse odbywały się niemal każdego wieczora. Dodatkowo co jakiś czas gościli w Lublinie ze specjalnymi występami aktorzy i muzycy z innych miast – zarówno polskich, jak i austriackich. Informacje o takich wydarzeniach gazety odnotowywały często na pierwszych stronach oraz w kronikach. By choć przykładowo ukazać, jakie atrakcje oferowano lubelskiej publiczności na początku 1917 roku, ograniczmy się do ogłoszeń z jednego dnia – 11 stycznia.

Teatr Wielki, 1912-1916

Teatr Wielki w Lublinie (dziś Teatr im. Juliusza Osterwy), prawdopodobnie druga dekada XX wieku. Źródło: Biblioteka Narodowa, domena publiczna.

Spośród lubelskich scen teatralnych uprzywilejowaną pozycję zajmował oczywiście Teatr Wielki (dziś Teatr im. Juliusza Osterwy), mieszczący się przy ul. Namiestnikowskiej (obecnie Narutowicza):

„Dziś siódmy raz wesoła i dowcipna operetka «Baron Kimmel» z paniami Trojanowską, Milewską, oraz pp. Winiaszkiewiczem (tytułowa rola), Winklerem, Worchem, Konarskim, Zbierzyńskim w głównych rolach. Operetkę tę urozmaicają kuplety i tańce w akcie trzecim.

W piątek wznowienie pięknej i melodyjnej operetki «Słodka dziewczyna» z panią Godlewską w tytułowej roli.

W sobotę po południu po cenach zniżonych głośna sztuka «Dziesięciu z Pawiaka» oraz jednoaktowy obrazek dramatyczny Gabrieli Zapolskiej «W Dąbrowie Górniczej».

W sobotę wieczorem głośna sztuka Alfonsa Daudeta – «Safo» z występem pani Maryi Federowicz. Próby odbywają się codziennie.

W niedzielę po południu po cenach zniżonych «Wieczór Trzech Króli», silny obrazek dramatyczny na tle powstania 1831 r., oraz doskonała i pełna humoru komedia Zygmunta Przybylskiego «Dwór we Włodkowicach»” („Głos Lubelski” 1917, nr 11, s. 3).

Dyrektorem Teatru Wielkiego był wtedy już od niemal dwóch lat – z małymi przerwami – aktor i reżyser Henryk Halicki. To z jego inicjatywy udało się uzyskać wiosną 1915 roku zgodę na ponowne przeznaczenie budynku przy ulicy Namiestnikowskiej na potrzeby sztuki teatralnej (od wybuchu wojny do tego czasu znajdował się w tym miejscu lazaret). Halicki jako dyrektor skłaniał się przede wszystkim ku repertuarowi popularnemu, taniemu i dostępnemu dla jak najszerszych warstw społeczeństwa, nie stronił jednak przy tym – oczywiście już po zajęciu Lublina przez wojska austriackie – od wystawiania sztuk z przesłaniem patriotycznym, niekiedy eksponujących wątki martyrologiczne (taki charakter miały wymienione w cytowanym ogłoszeniu spektakl Dziesięciu z Pawiaka Józefa Ostoi-Sulnickiego oraz ciesząca się dużym powodzeniem sztuka o tematyce historycznej Wieczór Trzech Króli Jana Pignana). Warto też zwrócić uwagę na „obrazek dramatyczny” W Dąbrowie Górniczej, będący sceniczną adaptacją opowiadania Gabrieli Zapolskiej Dlaczego wiary nie mają?, poświęconego strajkowi górników, który wybuchł w 1898 roku w Zagłębiu Dąbrowskim. Safo natomiast to dramaturgiczna wersja obyczajowej powieści Alfonsa Daudeta. Pozostałe sztuki – Baron Kimmel, Słodka dziewczyna i Dwór we Włodkowicach – były utworami wyraźnie rozrywkowymi, mającymi dać wytchnienie spragnionym muzyki i śmiechu widzom.

Przy ulicy Jezuickiej, w gmachu obecnego Teatru Starego, na początku 1917 roku odbywały się seanse filmowe w kinie „Panteon”:

„Kino Panteon. Dziś i dni następnych!!! Głośny sensacyjny kinodramat w 6-ciu aktach z udziałem pierwszorzędnych artystów warszawskich «Ochrana warszawska i jej tajemnice» z napisami polsko-niemieckimi. Ceny miejsc podwyższone. Obraz ilustruje kwartet artystyczny oraz chóry. Początek przedstawień w dnie powszednie o g. 5-ej, 7-ej i 9-ej, w sobotę i niedzielę 3-ej, 5-ej 7-ej i 9-ej. Passe-partout nieważne” („Głos Lubelski” 1917, nr 11, s. 1).

Wyświetlany w Lublinie od 9 stycznia film o naczelniku ochrany Prozierowie przyciągał tłumy z uwagi zarówno na tematykę, jak i doborową obsadę:

„Przed oczyma widzów przesuwa się szereg scen przeżywanych przez wielu z niedawnej przeszłości naszej. Doskonale podchwycone typy rosyjskich żandarmów, ich psychologię i metody działania w interpretacji artystów tej miary, co pp. Józef Węgrzyn, Junosza-Stępowski, Zelwerowicz, p. Bruczówna i inni – składają się na całość, wyrastającą artyzmem wysoko nad poziom przeciętnych obrazów kinematograficznych. Akcja zajmująca, ułożona z dużym umiarem artystycznym, bardzo staranne wykonanie i świetna gra artystów czynią obraz godnym widzenia” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 17, s. 2).

„Panteon” – początkowo pod nazwą „Theatre Optique Parisien” – działał na lubelskiej starówce jako kinoteatr od 1907 roku i był pierwszym w mieście bioskopem. Przez długi czas obok seansów filmowych odbywały się w nim nadal klasyczne przedstawienia teatralne. W 1916 roku Jerzy Siekierzyński założył tu tzw. Teatr Popularny, w którym pod jego kierownictwem wystawiano sztuki do września 1918 roku.

Na początku 1917 roku lubelska publiczność mogła także oglądać spektakle przygotowywane przez teatr „Miniature”. Oto ogłoszenie z dnia 23 stycznia:

„Dziś w teatrze «Miniature» odbędzie się przedstawienie benefisowe p. Wojciecha Rolicza, utalentowanego artysty i piosenkarza, którego gra oraz kuplety dowcipne i cięte zwracają uwagę i uznanie publiczności, której p. Rolicz jest ulubieńcem.

Program zapowiada: wesołą jednoaktową komedyjkę «Figle rzezimieszka» z p. Roliczem w tytułowej roli, pół godziny śpiewu w wykonaniu całego zespołu oraz operetkę w I akcie «Wesołe więzienie» (różnych kompozytorów).

Jest nadzieja, że publiczność wypełni dziś salę «Miniature» po brzegi dla wysłuchania ciekawego programu oraz okazania sympatii benefisantowi”.

Zespół teatralny o francuskiej nazwie „Miniature” (określany także bardziej swojsko jako Teatr Miniatur) został założony w maju 1913 roku i początkowo występował w budynku „Panteonu”. W późniejszym czasie siedzibę teatru przeniesiono na ulicę Szpitalną 10 (dziś Peowiaków). Ostatnie przedstawienie „Miniature” odbyło się najprawdopodobniej 22 maja 1917 roku.

Warto też wspomnieć o bioskopie „Rusałka”, działającym wówczas w drewnianym budynku teatru letniego przy zbiegu ulic Rusałki i Wesołej. Budynek ten wzniesiony został w 1898 roku przez Adama Wojdalińskiego na należących do niego terenach rekreacyjnych, w sąsiedztwie malowniczych stawów. Początkowo służył jako miejsce wystawiania sztuk teatralnych, rewii, operetek, a nawet przedstawień cyrkowych, w późniejszym natomiast czasie stał się również przybytkiem X muzy. W latach 1913-1914 przedstawienia dawał tam „Teatr Popularny” (inny niż ten występujący później w „Panteonie”), który jednak dość szybko zawiesił działalność z uwagi na trudności finansowe. Rozrywkowo-rekreacyjne przedsiębiorstwo Wojdalińskiego funkcjonowało jeszcze dość długo po wojnie – do 1932 roku, kiedy to pawilon rozebrano, a stawy osuszono.

Innym popularnym kinoteatrem była w 1917 roku „Oaza”, mieszcząca się w budynku na rogu ulic Radziwiłłowskiej i Poczętkowskiej (dziś Staszica). Jej początki sięgały listopada roku 1912, kiedy to nowa instytucja zajęła pomieszczenia służące wcześniej przez niecały rok jako wrotnisko (Lubelski Skating-Ring). Swą nazwą nawiązywała do działającego wcześniej bioskopu, który otwarty został w 1908 roku w Hotelu Janina przy ul. 3 Maja. Wyświetlane na początku 1917 roku w „Oazie” filmy przyciągnąć miały widzów sensacyjną, aktualną fabułą i lekką aurą egzotyki. Tak też były reklamowane:

„«Zamknięte drzwi». Sensacyjny dramat kryminalny w 5 częściach z Marją Widal w roli podwójnej” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 2, s. 1);

„«Wyznanie zielonej maski». Sensacyjny dramat w 4 częściach z Marją Orską i Alfredem Ablem w roli tytułowej” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 5, s. 1);

„«Giełda i półświatek». Sensacyjny i niezwykły pod względem treści i gry dramat życiowy w 5-ciu aktach, wykonany przez pierwszorzędne siły teatrów New-Jorskich” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 24, s. 1);

„«Twarz w oknie». Wybitny dramat w 4-ech aktach ze złotej serii «Nordisk» w wykonaniu artystów kopenhaskich i inne” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 30, s. 1);

„«Wojna na Bałkanach». Aktualny dramat w 3 częściach i inne” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 46, s. 1);

Ziemia Lubelska 1917, nr 51, s. 1

„Ziemia Lubelska” 1917, nr 51, s. 1. Źródło: Biblioteka Narodowa, domena publiczna.

Spragniona wrażeń lubelska publiczność mogła także liczyć na występy przyjezdnych artystów. 11 stycznia pisano o dwóch takich wydarzeniach. Pierwsze z nich miało międzynarodowy charakter:

„Artyści trzech stolic europejskich biorą udział w koncercie na rzecz Głównego Komitetu Ratunkowego: prof. Schmidt z Paryża, wybitni muzycy z Wiednia: prof. Barthlmé, Zimbler i Seidl, wreszcie wirtuoz Schramm z Berlina, którzy mają zbyt wyrobioną markę artystyczną, by ich trzeba było specjalnie omawiać przed muzykalnymi kołami naszej publiczności. Z sił polskich stanie na estradzie p. Wysocka, która wykona kilka pieśni, i skrzypek, prof. Schwarzenstein, Polak z Krakowa, znany nie tylko u nas, ale i za granicą z występów uwieńczonych pełnym powodzeniem i uznaniem. Melomanom naszym nastręcza się znakomita sposobność przeżycia jednego wieczoru o niezwykłych wrażeniach artystycznych. Pokup na bilety w cukierni Rutkowskiego i Głównej Trafice – jak słyszymy – jest znaczny” („Głos Lubelski” 1917, nr 11, s. 3).

Drugie wydarzenie artystyczne reklamowane było natomiast w taki sposób:

„Sprzedaż biletów w cukierni Semadeniego na dzisiejszy i jutrzejszy gościnne występy w sali Resursy Kupieckiej wielce cenionego w Warszawie Teatru «Mirage» z udziałem najwybitniejszych sił artystycznych Warszawy idzie bardzo żwawo, co pozwala przypuszczać, że oba te koncerty odbędą się w szczelnie wyprzedanej sali. Nie powinno to budzić zdziwienia, gdyż wysoce artystyczny poziom programu oraz osoby genialnych w swym rodzaju wykonawczyń i wykonawców musiały wzbudzić zainteresowanie naszej publiczności, której rzadko zdarza się sposobność wysłuchania pełnego smaku kabaretu á la «Momus», sławnego w swoim czasie w Warszawie i zgromadzającego w swej sali co wieczór śmietankę tamtejszego towarzystwa” („Głos Lubelski” 1917, nr 11, s. 3).

Dość pozytywna recenzja tego przedstawienia ukazała się kilka dni później na łamach „Ziemi Lubelskiej”:

„W czwartek i piątek w sali Resursy Kupieckiej odbyły się występy części zespołu artystycznego warszawskiego teatru «Mirage». Nieliczna, ale doborowa drużyna pod dyrekcją p. Henryka Markiewicza dostarczyła Lublinowi dwu wieczorów artystycznej wesołej rozrywki.

P. Jan Smotrycki jako dowcipny conferencier, deklamator, a po trosze i śpiewak doskonale bawił publiczność swym pogodnym humorem. Żywe zajęcie wzbudzała gra p. Rafaeli Bończy, miłej i filuternej w popisach wesołych, a silne wrażenie wywierającej w produkcjach poważniejszych. W czwartek szczególnie dobrze wypadł deklamowany przez p. Bończę piękny wiersz Heinego. Szereg piosenek miłym, ładnym głosem, a z dużą kulturą artystyczną odśpiewała p. Dobosz Markowska. Ciekawymi i artystycznie udatnymi były popisy taneczne Mia Mary. Dużo wesołości wnosił na estradę p. Michałowski. Zwłaszcza doskonale udał mu się czwartkowy monolog inwalidy. Natomiast wielce swawolna piosenka, tegoż wieczoru przez p. Michałowskiego odśpiewana, znacznie wykraczała poza granice dobrego smaku.

Akompaniował na fortepianie podczas popisów wokalnych młody kompozytor p. Wiktor Krupiński” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 24, s. 3).

Jeszcze bardziej entuzjastyczna w tonie była recenzja wydrukowana w „Głosie Lubelskim”:

„Czwartkowy występ gościnny zespołu teatralnego «Mirage» nie zawiódł oczekiwania doborowej publiczności, która zajęła w sali Resursy Kupieckiej wszystkie miejsca. Wysoki poziom artystyczny produkowanych utworów i wytworność ich formy musiały wywrzeć odpowiednie wrażenie, zwłaszcza w wykonaniu tak utalentowanych sił artystycznych, spośród których p. Rafaela Bończa zdobyła sobie palmę pierwszeństwa. Jest to świetna artystka dramatyczna, a zarazem pełna wdzięku diseusa, umiejąca zdobyć się tak na nieporównaną filuterię i szept gorący, jak na siłę i grozę dramatu, podkreśloną wyborną mimiką, gestykulacją i ruchami. Pani Bończa nie tylko deklamuje, ale i przeżywa deklamowane utwory, jak można było skonstatować po świetnie wypowiedzianych monologach o komediantce oraz «Jak on śmiał», co sprawia nadzwyczaj podniosłe wrażenie.

Pani Dobosz Markowska z finezją (…) odśpiewała pięknym, znakomicie wyszkolonym głosem szereg pieśni, opartych na pięknych, świeżych i oryginalnych motywach kompozycji p. Krupińskiego, utalentowanego muzyka, który sam akompaniuje artystce.

Dużo gracji i wdzięku, oraz poczucia muzyki wykazała w tańcu solowym p. Mia Mara, niepośledniej miary artystka, szczególnie w pięknym i bardzo efektownym tańcu wschodnim.

Pan Michałowski należy do rzędu doskonałych monologistów, na co się składa dobra dykcja, ładny głos, wyrobiona mimika i wystudiowanie ruchu.

Doskonałym conferensierem był p. Jan Smotrycki, literat, dziennikarz i artysta. Obdarzony dowcipem, ładnie i z uczuciem deklamujący, ładnie przyśpiewujący, wywarł bardzo miłe wrażenie i otrzymywał zasłużone uznanie słuchaczy, zwłaszcza za dowcipne «kawałki» oraz za piosenkę na nutę dziadowską.

Publiczność darzyła cały zespół przeciągłymi oklaskami, a opuszczała salę w zadowoleniu i wesołym nastroju” („Głos Lubelski” 1917, nr 13, s. 3).

Nie wszystkie formy rozrywki były jednak wówczas pochwalane. W jednym z numerów „Głosu Lubelskiego” opublikowano znamienny Protest:

„W ostatnich dniach coraz częściej daje się słyszeć o zabawach tanecznych w kółkach prywatnych naszego miasta. Jakkolwiek młodość ma swoje prawa i wiele jej można darować, jednakże obowiązkiem starszych członków rodziny jest zwracanie uwagi na tak niewłaściwe zachowanie się w czasach najcięższych, jakie ludzkość dotąd przechodziła.

Każdego człowieka niepozbawionego uczuć ludzkich musi w wysokim stopniu to oburzać, gdyż w chwili, kiedy nędza wkracza nie tylko do najuboższej ludności, lecz i do sfer względnie zamożniejszych, kiedy rodzice opłakują poległych synów, żony mężów i siostry braci, kiedy serca zbolałe drżą o istnienie rodzin rozdzielonych warunkami wojny, kiedy na polach bitew ginie dziennie przeszło 6 tysięcy ludzi, zabawy taneczne należy uważać za zdziczenie lub też wyzucie z wszelkich ludzkich uczuć.

Wszak podczas ostatniego powstania polskiego śmierć pierwszych pięciu poległych w Warszawie wywołała żałobę ogólną i kto do niej nie stosował się, poczytywanym był za źle myślącego Polaka. Dziś tysiące naszych braci ginie, a my nie wstydzimy się tańczyć.

Czas już chyba, abyśmy nareszcie potrafili poważnie i z godnością zapatrywać się na sprawy naszego społeczeństwa i pozbyli się [zachowań – przyp.] kompromitujących nas przed całym światem” („Głos Lubelski” 1917, nr 12, s. 2).

Inną formą aktywności angażującą Lublinian i odwracającą ich uwagę od codziennych spraw związanych z wojną było obchodzenie świąt i rocznic narodowych. Po ponad stu latach niewoli każdą okazję do zamanifestowania przywiązania do kraju postrzegano jako cenny przywilej i starano się ją w pełni wykorzystać. Tym przede wszystkim – jak i potrzebą wzmacniania uczuć patriotycznych oraz więzi społecznych – tłumaczyć należy rozmach ówczesnych uroczystości organizowanych „z okazji” lub „ku czci”. Do historii Lublina w 1917 roku w sposób szczególny przeszły październikowe obchody setnej rocznicy śmierci Tadeusza Kościuszki – to wówczas ulicami miasta przeszedł gigantyczny pochód, wtedy też ulica Gubernatorska stała się ulicą Kościuszki, a dawnej ulicy Warszawskiej nadano nazwę Alei Racławickich. W styczniu natomiast odbyły się – na nieco mniejszą skalę – uroczystości upamiętniające wybuch powstania styczniowego. Ich program obejmował wiele różnorodnych wydarzeń, a w przygotowania poza organami samorządowymi włączyły się także liczne instytucje, stowarzyszenia oraz osoby prywatne:

„Wobec zbliżającej się rocznicy wybuchu powstania 1863 roku w dniu wczorajszym z inicjatywy Lubelskiego Wydziału Ligi Polskiej Państwowości odbyło się w lokalu Towarzystwa Wzajemnej Pomocy Rzemieślników i Handlowców zebranie 39-ciu przedstawicieli różnych instytucji, stowarzyszeń i cechów w celu naradzenia się, w jaki sposób uczcić zbliżającą się wiekopomną rocznicę ostatniej walki o wolność narodu. (…)

W dyskusji ogólnej zabierali głos redaktor Śliwicki, sędzia Wiercieński, ks. Jan Władziński, pp. Dziewicki, Serafin, Radzki, Borkowski, Kussyk i wielu innych, po czym postanowiono zaniechać myśli pochodu, a natomiast wezwać mieszkańców do udekorowania domów sztandarami narodowymi, okien zaś nalepkami, z których dochód przeznaczony będzie na zwiększenie funduszów komitetu opieki nad niezamożnymi uczestnikami walki o wolność w 1863 roku. (…)

W celu uświadomienia, czym dla Narodu Polskiego była walka o wolność w 1863 roku, postanowiono urządzić szereg odczytów publicznych przeznaczonych dla szerszej publiczności oraz takież odczyty w różnych stowarzyszeniach; ponadto postanowiono zwrócić się z prośbą do Lubelskiej Rady Szkolnej, aby ta zaleciła wygłoszenie we wszystkich szkołach i ochronach odpowiednich odczytów i pogadanek, które by młodemu pokoleniu dały możność poznania, jak sprawie publicznej służyli i jak ginęli za Ojczyznę nasi ojcowie. (…)

Ponadto postanowiono udekorować w dniu tym mogiłę powstańców 1863 roku na cmentarzu lubelskim i wieczorem zgromadzi

się tam w celu odśpiewania patriotycznych pieśni” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 21, s. 2).

Dokładniejsze informacje na temat poszczególnych punktów programu znaleźć można na stronach „Głosu Lubelskiego” z 21 stycznia (zwróćmy też uwagę na wymieniane w tekście adresy kinoteatrów):

„W niedzielę dnia 21 b. m. odbędą się odczyty bezpłatne p. Jerzego Mączewskiego pt. «Rok 1863» w sali kinoteatru «Polonia» (Krakowskie Przedmieście vis-á-vis ulicy Poczętkowskiej) o godz. 1 po południu; p. Daniela Śliwickiego pt. «Rok 1863» w sali kinematografu «Louvre» (Krakowskie Przedmieście, obok poczty) o godz. 1-ej po poł.; p. Włodzimierza Bochenka pt. «Rok 1863» w sali Stow. Robotn. Chrześcijańskich w gmachu podominikańskim o godz. 6-ej po poł. i odczyt zbiorowy o «Roku 1863» pp.: Świerczewskiego, Narskiego, Osmańskiego i Makowskiego w kinoteatrze «Oaza» o godzinie 12-ej w południe.

W poniedziałek dnia 22 stycznia w 54-tą rocznicę powstania odbędą się uroczyste nabożeństwa żałobne za duszę śp. bohaterów walki o wolność Ojczyzny w następujących kościołach: w katedrze lubelskiej o godz. 10-ej rano dla szerszej publiczności; w kościele powizytkowskim o godz. 9 rano dla szerszej publiczności; w kościele pobernardyńskim o godz. 9 i pół rano dla młodzieży szkół średnich męskich i w kościele pokapucyńskim o godz. 9 i pół rano dla młodzieży szkół średnich żeńskich.

W poniedziałek 22 b. m. odbędą się odczyty: p. Z. Kowalczewskiego pt. «Rok 1863» w sali teatru kinematograficznego «Oaza» dla młodzieży szkół średnich męskich klas młodszych; p. Rogalskiego pt. «Rok 1863» w sali kinoteatru «Louvre» o godz. 11-ej dla młodzieży szkół średnich męskich klas starszych; p. Świerczewskiego pt. «Rok 1863» w sali Resursy o godz. 11-ej dla młodzieży szkół średnich żeńskich.

W Teatrze Wielkim odbędzie się przedstawienie popołudniowe poświęcone rocznicy 1863 roku dla młodzieży szkolnej, na którym słowo wstępne wypowie p. Jerzy Mączewski. Wieczorem tegoż dnia w Teatrze Wielkim odbędzie się uroczyste przedstawienie poświęcone również rocznicy 1863 roku (odegrana zostanie sztuka Gabryeli Zapolskiej «Sybir»), słowo wstępne wygłosi p. Daniel Śliwicki” („Głos Lubelski” 1917, nr 21, s. 2).

Wprost wiązano wysiłek powstańców z czynem legionowym, a także apelowano o wspomożenie żyjących jeszcze w Lublinie weteranów. Ciekawe informacje, z których dowiadujemy się o ich trudnej niejednokrotnie sytuacji, pojawiły się w artykule z 19 stycznia:

„Bohaterskie walki Legionów Polskich o niepodległość przywodzą nam na myśl dziejowe wypadki i dawniejsze wysiłki narodu ku odzyskaniu niepodległości. Odżywają wtedy w oczach naszych postacie Kościuszki, Dąbrowskiego, ks. Józefa i ks. Adama oraz tragicznych bohaterów 1863 roku. Ku nim zwraca się myśl nasza, w tych postaciach szukamy wzorów dla siebie; a bez względu, czy usiłowania ich uwieńczył skutek, czy nie, hołd im należny składamy. (…)

Dziś po 54 latach po wypadkach, kiedy Lublin czci pamięć rozpacznych wysiłków narodu polskiego, godzi się przypomnieć mu, że w murach i najbliższej okolicy miasta żyje jeszcze 100 z górą weteranów 1863 roku, z których około 40, steranych wiekiem lub wygnaniem i tułaczką, wycieńczonych pracą, niedostatkiem lub chorobą, nie ma żadnych środków do życia i kołatać musi do miłosierdzia publicznego o zasiłki na najskromniejsze choćby utrzymanie życia. Utworzony przed rokiem Komitet wsparć weteranów 1863 roku rozdziela napływające ofiary; ażeby zaś powiększyć niezbędne na to fundusze, wyjednał u władz pozwolenie sprzedaży nalepek i znaczków przypominających ówczesne wypadki, nie wątpiąc, że patriotyczna publiczność Lublina pospieszy z drobnym groszowym datkiem, aby ulżyć niedoli i nędzy starców, którzy w wiośnie swego życia nadstawiali piersi w walce za Ojczyznę, a jeżeli pozostali żywi, utracili niemal wszystko, co życie dać może” („Głos Lubelski” 1917, nr 19, s. 2).

 Grupa legionistów i powstańców styczniowych

Grupa legionistów i powstańców styczniowych na nabożeństwie za poległych w 1863 roku. Fot. z archiwum Muzeum Lubelskiego.

Pamięć o ludziach zasłużonych dla Polski starano się upowszechniać wśród jak najszerszych rzesz narodu, przypominając o wkładzie, jaki wnieśli oni w dzieło podtrzymania nastrojów patriotycznych w okresie zaborów. 15 listopada 1916 roku zmarł w szwajcarskim mieście Vevey Henryk Sienkiewicz. Polski noblista, przebywając poza krajem od 1914 roku, w ostatnich latach życia włączał się aktywnie w działalność na rzecz rodaków poszkodowanych w wyniku wojny (m.in. był – obok Ignacego Paderewskiego – jednym ze współzałożycieli Szwajcarskiego Komitetu Generalnego Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce). Po śmierci autora Trylogii w wielu polskich miastach organizowano różnego rodzaju uroczystości, spotkania i wykłady, których celem było nie tylko popularyzowanie jego twórczości, ale także propagowanie wśród społeczeństwa postaw patriotycznych oraz wspomaganie potrzebujących (dzięki datkom zbieranym przy takich okazjach). W Lublinie na początku lutego 1917 roku odbyła się m.in. „wieczornica sienkiewiczowska”:

„Wszechświatowa burza, szalejąca blisko od trzech lat, osierociła wiele rodzin na naszym terenie, wiele pozbawiła możności zarobkowania, a tym samym stała się przyczyną niepomiernego wzrostu liczby biednej dziatwy, tak zwanych «dzieci ulicy». «Tatuś na wojnie, mamusia chora», coraz częściej daje się słyszeć na wszystkich punktach naszego grodu, to powszechnie znany apel, z którym na ustach te liczne rzesze naszych biedaków niejednokrotnie błagają wsparcia. Przygarnąć je, otoczyć opieką macierzyńską, której niestety pozbawieni, dać naukę, zatem ciągnąć z upadku moralnego – to jeden z najpierwszych obowiązków obywatelskich. Tak pojęła obowiązek nowo powstająca instytucja «domu dziecięcego», skromne fundusze której każą znów zwrócić się do znanej ofiarności Lublina z gorącą prośbą o jak najliczniejsze przyjęcie udziału w wieczornicy imienia Sienkiewicza, która odbędzie się dn. 10 lutego, tj. dzisiaj, o godz. 8 min. 15 w sali Resursy Kupieckiej. Szlachetny cel – położenie cegiełki pod tworzenie się tej tak pożytecznej instytucji oraz zajmujący program ze współudziałem wybitnych sił artystycznych pozwalają przypuszczać, że publiczność lubelska i tym razem nie zapomni o prawdziwej nędzy i wypełni salę po brzegi. Bilety nabywać można w mleczarni Ziemiańskiej p. Rakowskiej, hotel Europejski, a pozostałe przy wejściu na salę” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 74, s. 3).

Trumna Sienkiewicza w Vevey

Wystawienie trumny ze zwłokami Henryka Sienkiewicza w kościele katolickim w Vevey (Szwajcaria), listopad 1916 roku. Źródło: Muzeum Narodowe w Warszawie, domena publiczna.

Prasa lubelska donosiła poza tym o innych inicjatywach, jakie podejmowano wówczas w związku z uczczeniem wybitnego pisarza. Przedrukowywanie takich informacji służyło przede wszystkim ukazywaniu jednomyślności wszystkich Polaków, a także ich przywiązania do idei, których wyrazicielem był Sienkiewicz:

„«Kurier Warszawski» donosi, że niebawem na widok publiczny wystawiony będzie ostatni portret Sienkiewicza. Portret ten wyszedł spod pędzla Stanisława Lenca [właśc. Lentza – przyp.], a malowany był przez świetnego portrecistę w przededniu (…) wybuchu wojny w czerwcu 1914 r., a więc podczas ostatniego pobytu Sienkiewicza w Warszawie. Znane zalety pędzla artysty stanowią rękojmię wartości tego dzieła, które zapewne własnością publiczną się stanie” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 3, s. 2).

„We wsi Czernięcinie w Krasnostawskim dn. 29 grudnia odbyło się nabożeństwo żałobne za duszę ś. p. Henryka Sienkiewicza. Po odśpiewaniu egzekwii i odprawieniu Mszy św. ks. Karol Sołuba wygłosił podniosłą mowę, w której określił doskonale, czym był dla nas nasz kochany i nieodżałowany pisarz. Katafalk był ubrany kwiatami, na katafalku był umieszczony z jednej strony portret Sienkiewicza, zaś z drugiej strony widniał orzeł biały. Na nabożeństwo zgromadziło się oprócz inteligencji dużo ludu wiejskiego” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 6, s. 3).

„Prof. Uniwersytetu Jagiellońskiego Ignacy Chrzanowski, upoważniony przez rodzinę Henryka Sienkiewicza, prosi wszystkich, którzy posiadają listy zmarłego, aby ich nie ogłaszali drukiem bez porozumienia się z Jego najbliższą Rodziną.

Ma to na celu wypełnienie woli zmarłego pisarza, który w pamiętnikach (pisanych do rodziny) zaznaczył: «Trudno jest określić, gdzie kończy się ścisłość biograficzna, a zaczyna się plotkarstwo. Listów prywatnych nie wolno ogłaszać nawet po latach po prostu dlatego, że nie były do druku przeznaczone. Krytycy i biografowie powinni być gentlemanami – a jakże często nimi nie są” („Ziemia Lubelska” 1917, nr 76, s. 2).

Niejako mimochodem warto też wspomnieć o – chyba już wtedy typowo polskiej – dyskusji, jaką toczono po śmierci pisarza w związku z jego pochówkiem:

„Wdowa po Henryku Sienkiewiczu w liście przesłanym do prezydium krakowskiej Rady Miejskiej, które wyraziło gotowość złożenia zwłok znakomitego pisarza w grobie zasłużonych na Skałce, zawiadamia, że «z powodu wyjątkowych okoliczności» postanowiła przewieźć zwłoki do Warszawy i złożyć je w grobie rodzinnym („Ziemia Lubelska” 1917, nr 36, s. 3).

Zwłoki Sienkiewicza sprowadzono do Polski dopiero w październiku 1924 roku i pochowano w specjalnie przygotowanej krypcie w warszawskiej katedrze świętego Jana Chrzciciela (przy ul. Świętojańskiej 8). Również ówczesne uroczystości miały podniosły i powszechny charakter, co w przypadku autora, który przez długi czas „krzepił serca” ogromnej liczby Polaków, było – przyznajmy, że dość wyjątkowo w naszym kraju – możliwe.


Zrealizowano w ramach stypendium Prezydenta Miasta Lublin.

LOGO 700 POZIOM