Wacław Oszajca. Tryptyk przełomu wieków

Spis treści numeru 3/2018

 Tryptyk przełomu wieków

O ty, człowieku, który także widzisz, przyjdź –

Przyzywam was wszystkich „widzących” wszechczasów.

Przyzywam ciebie, Michale Aniele!

Jan Paweł II: Tryptyk rzymski

Na progu Sykstyny

Wyobraźmy sobie, że oto stoimy na progu Kaplicy Sykstyńskiej i że do wejścia zaprasza nas Jan Paweł II. Pierwsze, co nieuchronnie narzuci się oczom, to potężny fresk na ścianie ołtarzowej, a następnie kolebkowe sklepienie też pokryte freskami. Właśnie od nich papież w Tryptyku rzymskim proponuje nam rozpocząć zwiedzanie kaplicy i medytowanie nad malowidłami Michała Anioła w połączeniu z Księgą Rodzaju, bowiem te dwa dzieła – jedno stworzone za pomocą pióra, drugie pędzla – nawzajem siebie dopowiadają. Dopiero w połączeniu sprawiają, że dzieje się cud, niewidzialne staje się dostępne w widzialnym.

Freski na sklepieniu ukazują stworzenie świata, grzech pierwszych ludzi i potop, czyli wydarzenia opisane w Księdze Rodzaju, w pierwszej księdze Biblii, i prowadzą do księgi ostatniej – do Apokalipsy przedstawionej na ścianie ołtarzowej.

Uczynił Bóg człowieka na swój obraz i podobieństwo,
mężczyzną i niewiastą stworzył ich –
i widział Bóg, że było bardzo dobre,
oboje zaś byli nadzy i nie doznawali wstydu”.
Czy to możliwe?
Współczesnych o to nie pytaj, lecz pytaj Michała Anioła,
(a może także współczesnych?)
Pytaj Sykstyny.
Jak wiele tu powiedziane na tych ścianach!

Początek jest niewidzialny. Tu wszystko na to wskazuje.
Cała ta bujna widzialność, jaką ludzki geniusz wyzwolił.
I kres także jest niewidzialny.
Choć tu spada na twój wzrok wędrowcze
wizja ostatecznego Sądu.
Jak uczynić widzialnym, jak przeniknąć poza granice
dobra i zła?|
Początek i kres, niewidzialne, przenikają do nas z tych ścian!
1

A zatem chodzi nie o zilustrowanie apokaliptycznej wizji, ale o wprowadzenie człowieka patrzącego i kontemplującego owo dzieło w sens tego wydarzenia, które fresk wyobraża. Wydarzenia, które ma dopiero nastąpić, w pełni wybrzmieć, ale które już dzisiaj się dzieje. Nasz przewodnik – bo za takiego trzeba uznać autora Tryptyku rzymskiego, ponieważ nie jest on zwykłym oprowadzaczem, lecz kapłanem – ma też i inny cel. Pragnie postawić pielgrzyma, turystę, twarzą w twarz z tą właśnie rzeczywistością, która w czasach Michała Anioła nie podlegała jeszcze żadnemu zakwestionowaniu, ale dzisiaj bywa odbierana jako obca, a nawet skompromitowana czy już tylko trywialna. Stąd pytanie, jak sprawić, żeby niewidzialne – czy inaczej: transcendentne, duchowe, nadprzyrodzone, boskie – mogło stać się widzialne, a więc zmaterializowane, czasoprzestrzenne, dostępne naszym zmysłom, ale i umysłowi, który co prawda potrafi przekroczyć sam siebie, swoje możliwości poznawcze, lecz jest też przez nie określany, wprost ograniczany. Jakże inaczej odebrać pytanie o możliwość przeniknięcia „poza granice dobra i zła”? Dla niejednych nabożnych uszu takie pytanie zalatuje herezją. Jak najwyższy kapłan Kościoła, wciąż przypominający słowa Jezusa: Niech wasza mowa będzie: tak – tak, nie – nie, a wszystko ponad to – pochodzi od Złego (Mt 5, 37), może aż tak relatywizować słowa samego Boga? Czy przypadkiem Jan Paweł II, a tym bardziej jego następca papież Franciszek, chcąc przekraczać owe granice dobra i zła, a więc popatrzeć na normy etyczne w świetle tego, co dzieje się tu i teraz, to znaczy odczytywać rzeczywistość jako znak czasu, nie popadają w herezję? Nienowa to rzecz.

Papież Franciszek, zastanawiając się, dlaczego współcześni Jezusowi, którzy z urzędu powinni byli pierwsi dostrzec, że spełniają się proroctwa, a Jezus jest tym, na którego czekają i o przyjście którego się modlą, doprowadzili do jego śmierci, mówi, że owszem Otrzymali (oni – przyp. W. O.) prawo, które było życiem, ale je „przedestylowali”, zamienili w ideologię i nieustannie kręcąc się wokół siebie, nie są w stanie wyjść, a każda nowość stanowi dla nich zagrożenie. Tymczasem Kościół powinien wykraczać „poza swoje ograniczenia”. Musi też być nie zamkniętą grupą wybranych, lecz Kościołem misyjnym, a równowaga Kościoła polega właśnie na mobilności, na wierności Duchowi Świętemu i przypomina równowagę na rowerze: jest zdecydowana i dobra, gdy rower jest w ruchu; jeśli staniesz, upadasz2.

Dlatego przypominając ów zdecydowany nakaz: „tak – tak, nie – nie”, nie można zapominać o dalszych słowach tej wypowiedzi – Słyszeliście, że powiedziano: „Oko za oko, ząb za ząb”. A ja wam mówię: Nie zwalczajcie zła złem, lecz jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi (Mt 5, 38-39)3. A zatem dla Jana Pawła II kluczem do interpretacji Biblii, jak też dzieła Michała Anioła, jest przykazanie miłości, która pozwala człowieka, świat i Boga widzieć jako będących na pewnym etapie stawania się, w ruchu ku sobie. To przykazanie – powiedzmy za Abrahamem Joshuą Heschelem – uprzytomnia nam, że nie tylko człowiek szuka Boga, jest to bowiem możliwe dlatego, że to Bóg szuka człowieka. Stąd wiara i niewiara to nie kwestia posłuszeństwa tradycji, normom prawnym czy nawet świętym księgom z Biblią włącznie, ale kwestia wolności, bez której miłość nie jest możliwa. Zamiast kurczowego trzymania się prawa rozumianego czysto jurydycznie, kazuistyczne, mamy inną możliwość – pobożność i moralność opartą na sumieniu, na wolności.

Temu, który stworzył świat, i temu, który świat zbawia „ode złego”, przede wszystkim zależy na przekonaniach, a nie na zachowaniach, jako że według Chrystusa z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, rozpusta, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota. Całe to zło wychodzi na zewnątrz i plami człowieka (Mk 7, 21-23).

Dlatego Jan Paweł II, przywołując Michała Anioła, nakłania czytelnika do zastanowienia, medytacji: czy nie jest tak, że powołaniem, powinnością wszystkich ludzi, a artystów przede wszystkim, jest sięgać tam, gdzie nie tylko wzrok, ale również rozum i serce stają bezradnie. Wyczuwają, czy przeczuwają – powiedzmy za Leszkiem Kołakowskim – całkiem rozumnie, że wszechświat – jak podkreśla Jan Paweł II – ma swój rytm, swoje tętno. Artysta, ale i każdy inny człowiek, który chce dosięgnąć niemożliwego, musi zdobyć się na odrobinę szaleństwa, jak mówi Czesław Miłosz w Traktacie teologicznym.

Artysta, jak Michał Anioł, ogołaca rzeczywistość, ale jej nie wyniszcza, szuka bowiem tego, co w głębi, dlatego postaci na sykstyńskich freskach są nagie. Jednocześnie człowiek zastaną rzeczywistość uzupełnia o to, czego nie potrafi ani anioł, ani Bóg. Problematyzuje rzeczywistość bez jej upraszczania. Konstanty Gebert mówi: Bóg i aniołowie są dobrzy z definicji, z natury, my natomiast nie. Mamy potencjał do czynienia dobra, ale i do czynienia zła, dlatego dobro swobodnie wybrane wnosi do wszechświata coś, czego nie są w stanie wnieść aniołowie ani nawet Stwórca wszechświata. I zło jest ceną, jaką płacimy za wnoszenie dobra do wszechświata. Proszę mnie nie pytać, dlaczego tak jest, dlaczego mamy wnosić do świata swobodnie wybrane dobro, bo nie wiem. Nie mam bladego pojęcia. Ale Albert Einstein powiedział kiedyś, że Bóg może i jest skomplikowany, ale na pewno nie jest złośliwy. Warto trzymać się przekonania, że świat nie został stworzony po to, by zrobić nam przykry żart4.

Nagie i przejrzyste

Michał Anioł postaci Sądu ostatecznego przedstawia zupełnie nagie. W pewnym okresie chciano zniszczyć fresk, uważając go za gorszący, ale skończyło się na domalowaniu „zasłonek” na częściach intymnych postaci. Między innymi z tego powodu Jan Paweł II w Tryptyku… stawia pytanie: czy to możliwe, żeby człowiek nie musiał wstydzić się swojej nagości? To znaczy, czy jest możliwe, by człowiek zaakceptował swoją słabość i grzeszność i tym samym nie stał się – jak mówi papież Franciszek – człowiekiem zepsutym, przewrotnym, zakłamanym, zdemoralizowanym?

Szukającemu odpowiedzi Jan Paweł II odradza szukania jej u sobie współczesnych. Dlaczego? Wydaje się, że dlatego, iż współczesny nam człowiek wyzbył się zdolności odczuwania winy, nie mówiąc już o grzechu, a zatem i zdolności wstydzenia się. Wstyd jest mu obcy. Współczesny człowiek nie odczuwa już dyskomfortu z powodu swojego postępowania, nie ma wyrzutów sumienia, co by znaczyło, że nie poczuwa się też do odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale przede wszystkich za innych. My przecież nikomu niczego złego nie robimy, my tylko konkurujemy, ścigamy się, pokonujemy trudności, zwyciężamy, nikogo nie krzywdzimy, gdyż wszyscy wokół nas, łącznie z rodziną, to tacy sami zawodnicy jak my. Życie to arena, bieżnia – albo ty mnie, albo ja ciebie… I o co pretensje?

Tymczasem Michał Anioł i Jan Paweł II mówią: Nie, to nie tak! Spróbuj popatrzeć na siebie w inny sposób, nie tylko swoimi, ale i cudzymi oczami.

Ten, który stwarzał, widział – widział, „że było dobre”,
widział widzeniem różnym od naszego,
On – pierwszy Widzący –
Widział, odnajdywał we wszystkim jakiś ślad swej Istoty,
swej pełni –
Widział:
Omnia nuda et aperta sunt ante oculos Eius
Nagie i przejrzyste –
Prawdziwe, dobre i piękne –
Widział widzeniem jakże innym niż nasze.

(TR, s. 15)

A zatem wiara religijna to przede wszystkim styl, w jakim podchodzimy do rzeczywistości. Wiara, a więc i religia, powinny rzeczywistość problematyzować, skłaniać człowieka do rozszyfrowania świata jako niezgłębionej tajemnicy. Wiara w Boga powinna dodawać człowiekowi odwagi, by do rzeczywistości podchodził na wszelkie dostępne sposoby, i jednocześnie powinna bronić człowieka przed redukowaniem tych sposobów do tylko jednego, np. naukowego, scjentystycznego. Cóż to za spektakl! – mówi Leszek Kołakowski – Załamuje się wiek oświecenia i racjonalizmu, światła oświecenia gasną wszędzie, ale nie w Kościołach i u teologów5, i stwierdzenie to nie jest pochwałą Kościoła, wprost przeciwnie – jest wyrazem ostrej krytyki. Co więc proponują nam Michał Anioł i Karol Wojtyła? To samo, co było dla nich szczęściem i nieszczęściem, źródłem pochwał i steku obelg. Oni obaj patrzyli na świat i Boga po Bożemu, widzieli rzeczywistość „widzeniem różnym od naszego”. To znaczy, że – w całej swojej słabości i grzeszności – mieli odwagę dostrzegać prawdę, dobro i piękno tam, gdzie się nikt tego nie spodziewał: Ten, który stwarzał, widział – widział, „że było dobre”.

(…)

1 Jan Paweł II: Tryptyk rzymski. Medytacje. Wydawnictwo św. Stanisława BM, Kraków 2003, s. 18 (w przypadku kolejnych cytatów z Tryptyku… podaję w nawiasie symbol TR i numer strony).

2 Por. http://www.osservatoreromano.va/pl/news/tak-jak-rower (02.06.2018).

3 Wszystkie cytaty z Biblii – jeśli nie podano inaczej – pochodzą z Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Najnowszy przekład z języków oryginalnych z komentarzem. Opracował zespół biblistów polskich z inicjatywy Towarzystwa Świętego Pawła. Edycja Świętego Pawła, Częstochowa 2009.

4 Gebert: Bóg istnieje. Ratujący Żydów są na to dowodem. Rozmawiał N. Nowotnik (PAP). http://dzieje.pl/aktualnosci/gebert-bog-istnieje-ratujacy-zydow-sa-na-dowodem (02.06.2018).

5 L. Kołakowski: Jezus ośmieszony. Esej apologetyczny i sceptyczny. Przeł. Dorota Zańko. Wydawnictwo Znak, Kraków 2014, s. 25.

 Dalszy ciąg w wydaniu tradycyjnym „Akcentu”.