Lechosław Lameński. Człowiek w twórczości Adama Myjaka

Spis treści numeru 1/2006

Człowiek w twórczości Adama Myjaka

 

Gdyby zapytać przypadkowych przechodniów: kiedy powstała i kto jest autorem monumentalnej, odlanej w brązie grupy rzeźbiarskiej Kwadryga Apollina wieńczącej fronton neoklasycystycznego budynku Teatru Wielkiego w Warszawie, mało byłoby zapewne odpowiedzi trafnych. Prawdopodobnie większość respondentów uważałaby, że kwadryga powstała w tym samym czasie kiedy wznoszono budynek, a więc w latach dwudziestych XIX wieku. Jeszcze trudniej byłoby wskazać autora, chociaż dla niektórych byłby nim z pewnością Antonio Corazzi, włoski architekt, który zaprojektował z takim rozmachem ten największy budynek teatralny w ówczesnej Europie.

 Adam Myjak: z cyklu "Kolumny", drewno, Galeria Zachęta, 2005r.

Adam Myjak: z cyklu „Kolumny”, drewno, Galeria Zachęta, 2005r.

Tymczasem kwadryga stoi nad frontonem dopiero od 2002 roku, a wykonali ją Adam Myjak i Antoni Janusz Pastwa. Co prawda pomysł wyrzeźbienia kwadrygi zrodził się rzeczywiście w głowie Corazziego, ale marzenie genialnego Włocha zostało zrealizowane dopiero po upływie blisko 180 lat. Prace nad rzeźbą trwały trzy lata. I chociaż polscy twórcy wzorowali się na projektach wstępnych przygotowanych przez Corazziego i pomagającego mu Antoniego Malińskiego, pochodzącego z Czech specjalistę od rzeźby architektonicznej osiadłego w Polsce, to trudno uznać kwadrygę wyłącznie za odtwórczą rekonstrukcję pierwotnego pomysłu sprzed wielu lat. Jest to zdecydowanie dzieło autorskie, o ogromnej sile wyrazu, niepowtarzalnej dynamice, świetnie uchwyconych proporcjach i skali, czyniącej z postaci Apollina oraz czterech spiętych do skoku koni materialną kwintesencję tego typu przedstawień w dziejach rzeźby europejskiej.

 Adam Myjak: z cyklu Sen, stiuk polichromowany, 1998r.

Adam Myjak: z cyklu Sen, stiuk polichromowany, 1998r.

Adam Myjak (rocznik 1947, urodzony w Starym Sączu, w rodzinie robotniczej, jako jedno z pięciorga dzieci) znany był dotąd raczej z sugestywnych a zarazem bardzo ekspresyjnych głów, popiersi i figur ludzkich, od najmniejszych do bardzo dużych, utrzymanych mimo wszystko w charakterze kameralnym. Zdecydowana większość z nich do ustawienia w naturalnej przestrzeni, w której istotną rolę odgrywa ziemia (z niepowtarzalną strukturą) i towarzysząca jej zróżnicowana zieleń. Tymczasem w Kwadrydze Apollina artysta pokazał, że nie jest mu obca rzeźba monumentalna ściśle związana z architekturą. Rzeźba, która równie dobrze może zaistnieć w otoczeniu nie skażonym ręką ludzką, jak i w rzeczywistości wykreowanej starannie przez rozumnego człowieka.

Artysta jest obecny na rynku sztuki od początku lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Studiował w warszawskiej ASP, jego nauczycielami byli twórcy tej miary co Stanisław Kulon, Stanisław Słonina, Zofia Demkowska i Bohdan Chmielewski. Cała dorosła twórczość Adama Myjaka jest związana z życiem artystycznym stolicy i Akademią, w której zaczął pracować zaraz po ukończeniu studiów (dyplom z wyróżnieniem w 1971 roku). Przeszedł przez wszystkie szczeble nauczania akademickiego, zaczynając od asystenta, w 1990 roku został profesorem, a aż przez dwanaście lat był rektorem ASP (dwie podwójne kadencje w latach 1990-1996 i 1999-2005). Szalenie aktywny twórczo i organizacyjnie, od 1972 do 1980 roku był kierownikiem artystycznym i członkiem redakcji miesięcznika literackiego „Nowy Wyraz”, bardzo interesującego periodyku skupiającego młodych pisarzy, poetów i krytyków. Konsekwencja Adama Myjaka, jego wrażliwość, trafny dobór nazwisk, uczyniły z pisma bogate i cenne źródło wiedzy o sztuce lat 70. Artysta ma na swoim koncie ponad sześćdziesiąt wystaw indywidualnych w kraju i za granicą, brał udział w wielu pokazach zbiorowych współczesnej sztuki polskiej na wszystkich kontynentach, wielokrotnie nagradzany i wyróżniany, zdobywca najwyższego odznaczenia za zasługi na polu kultury – złotego medalu Gloria Artis (w 2005 roku).

 Adam Myjak: Tors, z cyklu Nadzieja, stiuk polichromowany, 2000r.

Adam Myjak: „Tors”, z cyklu „Nadzieja”, stiuk polichromowany, 2000r.

Z perspektywy pierwszej dekady XXI wieku trudno sobie wyobrazić współczesną rzeźbę polską, zwłaszcza jej nurt figuratywny, bez Adama Myjaka. W czym zatem tkwi siła jego twórczości, dlaczego dzieła artysty – mimo że odwołują się w sposób czytelny do tradycji rzeźby europejskiej, zarówno tej z lat siedemdziesiątych XIX wieku (zwłaszcza elementów impresjonistycznych obecnych w rzeźbach Rodina) jak i z 1 poł. XX wieku (ekspresjonizmu metalowych figur Giacomettiego czy obłych, gładkich i błyszczących powierzchni kompozycji Brancusiego, zmierzających ku abstrakcji) – wzbudzają takie zaciekawienie ze strony współczesnych widzów, są chętnie oglądane, wywołują pozytywne komentarze ludzi pióra (pisali o nim z estymą Tadeusz Konwicki i Paweł Huelle), przede wszystkim jednak krytyków sztuki i recenzentów (wśród analizujących i oceniających dorobek artysty, byli w gruncie rzeczy wszyscy najważniejsi, m.in.: Janusz Bogucki, Bożena Kowalska, Wojciech Skrodzki, Piotr Szubert, Aleksander Wojciechowski czy Danuta Wróblewska), po prostu: są rozpoznawalne?

Mówiąc najprościej dlatego, że Adam Myjak ma ogromny talent, poparty absolutnym słuchem rzeźbiarskim i właściwym przygotowaniem teoretyczno-warsztatowym, wyniesionym z lat studiów w ASP (mimo że sam artysta w wywiadach podkreśla, iż studia dały mu niewiele), a do tego jest niebywale pracowity (choć rzeźbi już ponad trzydzieści lat, ciągle jest w nim głód i chęć tworzenia codziennie, od rana do wieczora) oraz – co chyba w tym wszystkim najważniejsze – ma świadomość tego, co i jak chciałby rzeźbić. I robi to doskonale, pamiętając jednocześnie, że rzeźba – bez względu na to czy zmierza ku awangardzie lub jest bardziej zachowawcza – musi działać na widza kilkoma elementami: przede wszystkim czytelną i zwartą formą z towarzyszącą jej nierozłącznie powierzchnią, swoistym unerwionym „naskórkiem”, uzupełnionym o barwę, sugestywny element wizualizacji, decydujący o ostatecznej wymowie dzieła. To wszystko można znaleźć w głowach, popiersiach i figurach Adama Myjaka.

 Adam Myjak: "portret X", granit, 2005r.

Adam Myjak: „portret X”, granit, 2005r.

Forma – zdecydowanie spójna, ze skłonnością ku syntezie, obok kształtów obłych pojawiają się elementy ostre, pęknięte i rozłupane, mieszczące się jednak w obrębie starannie zakreślonej przestrzeni rzeźbiarskiej, która pozwala je ustawiać i oglądać zarówno w salach ekspozycyjnych, jak i w naturze, na tle zieleni, a nawet betonowych ścian. Rzadko używam w pracy narzędzi, staram się pracować gołymi rękami, najpewniej kształtuję materiał, gdy czuję go pod palcami – pisał Adam Myjak pod koniec 1970 roku i natychmiast dodawał: Tworzywo jest wtedy najbardziej posłuszne, rzeźba staje się zapisem nie tylko mojej idei, ale również mojej pracy. Interesuje mnie forma dzika, rozwichrzona, przechodząca w surowe bryły. Forma, którą materia rozsadza od wewnątrz, strzępi, wybija z geometrycznych praw i prawidłowości, forma pętająca osaczającą materię, rozwiercająca się i napinająca. Chciałbym wydobyć dramat tych brył (…) Szukam znaku, który pobudzałby wyobraźnię, zmuszał do refleksji nad sobą i światem, znaku, który wdarłby się w duszę i zostawił ślad w ludzkiej pamięci (…) Nigdy nie mogę powiedzieć, że zrobię rzeźbę, ja ją robię. Nie mogę powiedzieć, że osiągnę cel, satysfakcję daje mi samo szukanie 1.

 Pracownia Adama Myjaka w Zalesiu, 2005r.

Pracownia Adama Myjaka w Zalesiu, 2005r.

Zwracają uwagę liczne rzeźby głów, od ogromnych, zwalistych pozbawionych szyi, po zupełnie malutkie, bez indywidualizacji rysów twarzy, tak jakby były one symbolem człowieka jako takiego, znakiem społeczności, w której żyje i tworzy Adam Myjak. Chętnie i często rezygnuje on z rzeźbienia oczu, a nawet samych oczodołów, pozostawiając ledwie ich ślad, niewielkie zagłębienie w strukturze twarzy, wprowadzając rodzaj opaski, pod której płaszczyzną widz tylko domyśla się tego, co nieobecne.

A przecież mimo to głowy artysty różnią się między sobą. Nie tylko kształtem czytelnego nosa, wykrojem ust, ale i stopniem okaleczenia. Głowy, podobnie zresztą jak i równie liczne popiersia, pokazują bowiem ludzi po przejściach. To nie są śmiejące się dzieci, dojrzałe kobiety i mężczyźni, zrelaksowani, pozujący do świątecznego portretu małżonkowie czy narzeczeni. Nie wiem, czy twórca zgodzi się ze mną, ale odnoszę wrażenie, że różny stopień okaleczenia – a może po prostu zwykłego niedopowiedzenia – stosunkowo prostej formy, będącej punktem wyjścia dla danej głowy czy popiersia, mimo ich oczywistej anonimowości sugeruje związek z tragiczną (być może wojenną) przeszłością całych pokoleń i narodów. Adam Myjak formuje, a właściwie buduje stopniowo głowy zakutych w stal ponadczasowych rycerzy, podkreśla resztki ich człowieczeństwa, wydobywa „wyrastające” z ziemi rozparte szeroko popiersia, stopniowo, kondygnacja po kondygnacji, zmierza ku zwieńczeniu, którym staje się łyse czoło lub błyszczący czerep uczłowieczonej czaszki. Są to dzieła tyle indywidualne co uniwersalne, przekazujące wiele czytelnych impulsów i doznań estetycznych zarówno publiczności polskiej, która będzie się z nimi w dużym stopniu utożsamiała, jak i międzynarodowym widzom obecnym w galeriach Paryża, Nowego Jorku czy Londynu.

 Adam Myjak: z cyklu "Kolumny", brąz, 2003-2005r.

Adam Myjak: z cyklu „Kolumny”, brąz, 2003-2005r.

Powierzchnia – bardzo istotny element rzeźb Adama Myjaka, bez którego chyba nie mogłyby w ogóle istnieć. Pod tym względem artysta wykazuje dużą dojrzałość i wyobraźnię. Obok płaszczyzn całkowicie gładkich, programowo wypolerowanych, wręcz lśniących, odbijających światło niczym soczewka, na którą padają promienie słoneczne – swoisty znak rozpoznawczy twórcy – pojawiają się w rzeźbach artysty także duże fragmenty chropawe, nierówne, pozostające w cieniu, co powoduje, że głowy, popiersia i figury żyją nie tylko wewnętrznym życiem, ale zdają się do nas przemawiać, ruszać, a nawet chodzić. Fascynują mnie powierzchnie, na przykład materia kory, pokrywającej różne gatunki drzew – mówił artysta w wywiadzie udzielonym z okazji wystawy w Galerii Studio w Warszawie w 1999 roku – Każda jest inna. Kora brzozy różni się od kory dębu. Ileż w nich dramaturgii! Inspirują mnie tak samo jak skóra ludzka. Przenosi się to później na moje rzeźby – kiedy je robię, zaczyna być dla mnie ważna „skóra”, czyli to coś, co jest na powierzchni (…) wcale nie chodzi mi o fakturę, o gładkość, chropowatość, czy jakieś inne jakości estetyczne, tylko o napięcia 2.

 Adam Myjak: z cyklu "Nadzieja", stiuk polichromowany, 2000r.

Adam Myjak: z cyklu „Nadzieja”, stiuk polichromowany, 2000r.

Materiał – ogromna różnorodność i bogactwo, począwszy od stiuku polichromowanego i sztucznego kamienia, poprzez terakotę, granit, beton polichromowany, po blachę cynkowa, brąz i – w ostatnich latach – coraz częściej obecne drewno, w tym także drewno polichromowane. Wszystkie te materiały, wymagające przy obróbce ogromnej siły fizycznej, wykorzystania różnych narzędzi i technik pracy, zdają się jednak prowadzić ku jednemu celowi, dotarciu do materii – jak się wydaje – szczególnie bliskiej artyście. Jest nią metal w różnych odmianach, częściowo polerowany, a częściowo patynowany, co wywołuje iluzję, że rzeźby powstały dosyć dawno temu, a może nawet przeleżały wiele dziesięcioleci zakopane w ziemi. Nigdy jednak nie jest to obojętna i bezduszna bryła brązu, mosiądzu lub też blachy cynkowej czy stalowej, pozostająca poza sferą ludzkich uczuć. Zawsze mamy do czynienia z „żywym” organizmem, swoistą ikoną ludzkiej cywilizacji przełomu XX i XXI wieku.

 Pracownia Adama Myjaka w Zalesiu, 2005r.

Pracownia Adama Myjaka w Zalesiu, 2005r.

Barwa – nie mniej ważny element wyrazu, który nie tylko indywidualizuje poszczególne dzieła, buduje ich nastrój i wymowę, ale także wywołuje iluzję, że powstały w innym materiale niż faktycznie. Uwaga ta dotyczy wykonanych w brązie dwóch cykli Figury i Figury upadłe (lata osiemdziesiąte), przede wszystkim jednak powstających współcześnie, tak w brązie jak i w drewnie, cykli Kolumny, gdzie poprzez nałożenie odpowiedniej warstwy polichromii – w przypadku tych drugich – uzyskuje artysta efekt tak fascynującej go metaliczności.

Świat Adama Myjaka to świat ludzkich przeżyć. Ale jest to przede wszystkim świat, w którym na próżno by szukać radości życia, wiary w pełną optymizmu przyszłość. Nad światem artysty unosi się niemy krzyk rozpaczy i bólu, wydobywający się z wnętrzności anonimowych głów, popiersi i figur. Ich pęknięte, rozwarstwiające się stopniowo bryły zaskakują swym niedopowiedzeniem, tajemnicą wyczuwalną pod zmatowiałą lub starannie wypolerowaną płaszczyzną „naskórka”. Programowe odkrywanie jądra rzeźb skłania widzów do ruchu. Dzieła artysty, choć zostały zakomponowane do oglądania z ściśle określonej strony – rzecz absolutnie normalna w przypadku rzeźby, tak czynią właściwie wszyscy twórcy – prowokują, zmuszają abyśmy je obeszli, obejrzeli także od tyłu i z boków. Ta zmiana punktów widzenia powoduje, że trzeci wymiar – głębia – której nie ma w malarstwie, staje się bardzo namacalny, wszechobecny i materialny.

W rezultacie rzeźby działają ściśle określoną masą, która dodatkowo zaczyna organizować przestrzeń wokół siebie. Szczególnie widać to w Zalesiu Dolnym koło Warszawy, gdzie artysta ma swój dom i pracownię, a liczne rzeźby wypełniają zarówno przestrzeń określoną ramami architektury, jak i otaczającej dom natury. Mimo pozorów przypadkowości głowy, popiersia i figury toczą ze sobą – i z pojawiającym się regularnie pomiędzy nimi artystą – nieustający dialog. Dialog, dzięki któremu dojrzewa sam twórca, a jego dzieła stają się pełniejsze i bardziej skończone. Godzinami mogę siedzieć w swoim ogrodzie i obserwować swoje rzeźby i ciągle wracać do nich, nanosić poprawki, pracować dalej nad nimi – zanotował Adam Myjak w niepublikowanym tekście z 2005 roku – Myślę, że większość moich rzeźb jest i będzie w ciągłej realizacji. W tych ogrodach, gdy wstaję rano, widzę wspaniale światło zmieniające się nieustannie, cudownie modelujące materie drzew, trawy, ziemię. W świetle tym zmieniają się również moje rzeźby, zmuszając mnie do ich korekt i przewartościowań.

Miejsce to jest dla mnie oazą, w której czuję się wolny, oderwany od wszelkich doczesnych niepokojów i emocji związanych z codziennym powierzchownym życiem artystycznym 3.

Sztuka artysty zmuszona do „korekt i przewartościowań” ewoluuje w miarę upływu lat. Zmiany zachodzące w sposobie modelowania poszczególnych fragmentów ludzkiego ciała pokazują, że Adam Myjak ciągle jest zainteresowany człowiekiem i jego psychiką, tak przecież rzutującą na to co robi i kim jest. Taka konsekwentna postawa powoduje, że pojawia się jednak iskierka nadziei. Jest ona chyba najbardziej czytelna w cyklu Kolumny. Wbrew tytułowi, sugerującemu kompozycje o charakterze architektonicznym, artysta po raz kolejny skupia się na bliskim mu człowieku, jego sylwetce i wnętrzu. Jednocześnie są one również swoistym rachunkiem sumienia, rozliczeniem – podsumowaniem – dotychczasowej ponadtrzydziestoletniej drogi twórczej. To także suma wiedzy i doświadczeń na temat kondycji jednostki ludzkiej, rzeźbionej, a następnie zarówno odlewanej w brązie jak i klejonej z różnych kawałków drewna, które na ostatnim etapie procesu twórczego jest polichromowane. Kolumny brązowe są niezwykle drapieżne i szalenie ekspresyjne. Wchodzące w ich skład głowy i popiersia, choć stanowią fragment większej całości, zachowują czytelną autonomię, w tym także autonomię biologiczną, pozwalającą między innymi na rozróżnienie torsu kobiecego od męskiego. Przez wprowadzenie wyrazistych rozdarć, a nawet pęknięć tworzą kompozycję niepokojącą, wyraźnie rozgraniczoną na dramatycznie groźną, pełną niezbadanej tajemnicy partię górną i znacznie spokojniejszą, zrytmizowaną część dolną. Bryły nasuwają skojarzenia z antycznymi strażnikami domowego ogniska, zakutymi w ciężkie zbroje, spod których wyłaniają się zwiewne szaty.

 Adam Myjak: z cyklu "Maski", stiuk polichromowany, 1991r.

Adam Myjak: z cyklu „Maski”, stiuk polichromowany, 1991r.

Całkowicie odmienne w charakterze są Kolumny drewniane, bardzo spójne i jednolite, o kształtach miękkich i płynnych, pozbawione wierzchniego okrycia, a przecież jednak nie nagie. Adam Myjak zafascynowany nowymi możliwościami formalnymi, jakie niesie ze sobą drewno, jego różne gatunki i sposób obróbki, łączy ciało i towarzyszące mu szaty w jedną nierozerwalną całość, ożywioną i zróżnicowaną szkicowo naniesioną polichromią. (…)


1 Adam Myjak: Rzeźba i praca, „Orientacje” XII 1970-I 1971, cyt. za: Adam Myjak. Rzeźby i rysunki. [Katalog wystawy] Zachęta Narodowa Galeria Sztuki. Warszawa 18 czerwca – 21 sierpnia 2005, Warszawa 2005, s. 150 [kalendarium życia i twórczości].
2 Trwałość i przemijanie. Z artystą rozmawia Z. Taranienko [w:] Adam Myjak. Rzeźby z lat 1970-1995. [Katalog wystawy]. Galeria Studio, Warszawa, kwiecień 1999. Cyt. za: Adam Myjak. Rzeźby i rysunki, dz. cyt., s. 158 [kalendarium życia i twórczości].
3 Adam Myjak: Rzeźby i rysunki, dz. cyt., s. 154.

Całość w tradycyjnym wydaniu „Akcentu”.